11/20/2014

Rozdział 1 "(...) On był perfekt"

      Moje podniebienie jest pieszczone dzięki pobudzającej kawie Olgi. Płuca wdychają rześkie powietrze rankiem, kiedy to słońce wznosi się ku górze. Nie dokuczają mi żadne chłodne wietrzyki. Mogę bez obaw odkryć ramiona i łydki. Siedzę obok Lisandra zachwycając się tym momentem na ławeczce. Mogłoby się wydawać że jest idealnie. Jest niedziela, wypadałoby przypomnieć. Więc zachwycony inżynier kosztował rogaliki. Ukradkiem, popijając trochę kofeiny zerkałam na niego. Panowała cisza wokół nas, wcale nie była niezręczna. Każdy z nas raczej próbował się uspokoić po dniach roboczych i wczorajszej, sobotniej nocy, kiedy to moja siostrzenica wybrała się na dość długą imprezę. Nie obyło się bez kazań, kłótni, zmartwień. Codzienność, niezbyt zachwycająca, trochę dołująca raczej. Przymknęłam delikatnie powieki i rozmarzyłam się. Zaczęłam błądzić w rozmyśleniach. Niestety. Nie były one zbytnio realne. Może tylko w tych telenowelach, które lecą o 18, wiem o tym dobrze. Gdyż zawsze gosposia woła mnie na jej serial, bo "nie lubi sama oglądać".
- A o czym panienka tak rozmyśla? - o wilku mowa! Nawet nie zauważyłam kiedy zdążyła tu przyjść. - Pewnie o jakimś przystojniaku. - można powiedzieć że Ona zawsze mnie zawstydza jak moja mama. Dokładnie tak samo i to chyba jedyna rzecz która mnie w niej razi.
- A skądże... - zaczęłam widząc zainteresowaną, a jednocześnie delikatnie roześmianą minę pana domu. - Nie takie rzeczy mi teraz w głowie. - westchnęłam wgapiając się w swoje odbicie, w czarnym napoju. Czy wyszłam na... Na kogo miałam wyjść? Desperatkę? Nie? Czy tak się zachowuje osoba zdesperowana? Boże. Znowu robię z siebie sierotę. "Nie takie rzeczy mi teraz w głowie". Brzmiałam jak stara baba ze wsi, która nie ma nic do roboty oprócz robienia twarogu. - Znaczy... - próbowałam jeszcze naprawić sytuację. - Ostatnio "tyle" się wydarzyło że nawet o tym nie myślałam.
- Może czas zacząć. - odparła Patricia, choć chyba wcale nie chciała tego powiedzieć, bo po chwili gdy mój wzrok zawisł na niej... - Znaczy, nie chcę mówić że jest pani stara i powinna sobie pani kogoś znaleźć bo to...
- Tak rozumiem Olgo. Jasne. - kobieta w różowym fartuchu ulotniła się ponownie do kuchni a ja odstawiłam kubek. Moja usta uformowały się w kształt słowa "Wow" ale nie wydałam z siebie żadnego dźwięku, za to inżynier zapełnił chwilową pustkę tłumiony chichotem. Znów poczułam się zawstydzona, ale nie pozwoliłam na to aby pierwszoplanowy był burak na mojej twarz, więc... - A pana? Co tak śmieszy?
- Dzień dobry... - uratowała go Violetta. Ale i tak mu nie odpuszczę tego pytania. A może jednak powinnam odpocząć od nich? 12 miesięcy w kółko trochę męczy. - Cześć tato. - wyglądała niepewnie wypowiadając te słowa, miała delikatne cienie pod oczami. 
- Jak się spało Violu? Boli cię coś? - zaczęłam nie czekając na ostre słowa pana domu. Miała niemrawą twarz.
- Chyba głowa. - mruknął.
- German! - zawołaliśmy zdziwieni tymi słowami. Czy nadal przesiaduję koło tego samego szwagra?
- Spokojnie, przyzwyczaiłam się że tata zawsze "niechcący" obraża mnie za każdym razem gdy popełnię błąd. Bo przecież On był perfekt. 
- Violetta! - tym razem się uniósł wymawiając jej imię.
- O brawo! Mam tak na imię, gratuluję. Fajnie że to pamiętasz, a mam ci przypomnieć jak udawałeś Jeremiasza? To było gorsze, a jakoś nie wisiałam nad tobą jak sęp. Tylko miałam na ciebie w... 
- Nie pozwalaj sobie! - warknął wstając z groźną postawą. Zawsze tak robił gdy chciał udowodnić swoją "wyższość". Ostatnio nie dopuszczał na to aby ktoś tak do niego mówił. Od jakiegoś czasu zachowuje się jak kobieta przed okresemͣ. - Do domu! 
- A co ja twój pies? Nie zamierzam się nigdzie wybierać. - powinnam wypełnić chyba butelkę wodą i zawsze psikać na nich jak będą się tak kłócić. Albo wpychać ich do basenu bo zaczynają mnie też denerwować. - Traktujesz mnie jak małą dziewczynkę. Niedługo będę miała 18 lat...
- Wczoraj skończyłaś 16... - złapał się za czoło wzdychając. - Faktycznie nie długo. Mogłem cię wysłać do normalnej szkoły, byś przynajmniej umiała liczyć. - ostatnie co było słychać to chrupnięcie tosta zjadanego przez Ramalla. Zwróciłam uwagę na moją siostrzenicę która chyba już nie wytrzymywała.
- Znalazł się inżynier od siedmiu boleści co nawet wyjąć karty SIM nie potrafi! - wykrzyknęła i schowała się w głębinach mieszkania. Nie trzeba było długo czekać aby i On gdzieś wyruszył. Chciałam za nim iść, lecz jego asystent mnie zatrzymał. 
- Dajmy mu odetchnąć. - odpuściłam. Ponownie usiadłam i skierowałam wzrok na mężczyznę obok.
- Przestrzeń osobista. - zaakcentowałam i dokończyłam picie kawy...
      Co powinnam zrobić? Vilu się martwi o swojego ojca, który jeszcze nie wrócił z podróży. Nie chcę jej zostawiać a ten też nie odbiera i nie myśli że ktoś się może o niego bać. Jednak zostawiłam ją w rękach gosposi. Zakładając swój płaszcz zamknęłam za sobą drzwi. 
Powoli byłam zmuszona do zgrzytania szczęką. Buenos Aires tej nocy było niezwykle wietrzne, żałowałam, mając na sobie tylko sweter i T-shirt pod spodem. Bo przecież staników nie noszę. Pociągnęłam niekulturalnie nosem i schowałam drgające dłonie w rękawy. Po bez owocnych skutkach moich prywatnych poszukiwań wyciągnęłam komórkę i wybrałam jego numer. Nawet nastawiłam już na szybkie wyszukiwanie. 4 sygnały i żadnego śladu. Nie odbiera. Co z tym człowiekiem?! Zezłoszczona za jego nieodpowiedzialność zauważyłam samotną piłeczkę na murku. Cisnęłam ją gdzieś przed siebie i usłyszałam jęk. Eh?! Zasłoniłam przerażona usta ręką. Kto by pomyślał że stał jakieś 3 metry ode mnie? I dostał w oko? 
- Co to było?! - syknął macając miejsce uderzenia. 
- Ptak. - wypaliłam na poczekaniu. Zawstydzona wpatrywałam się co zrobi. 
- Co? - widocznie był zdezorientowany, ale dobrze mu tak. Nie powinien się tak zachowywać. Że była noc i było dość ciemno zaczęłam ciągnąć tą bajkę dalej.
- Tak, jakiś ptak walnął ci w oko i odleciał. Właśnie. Już go nie ma. Poleciał z innymi ptakami... Się tam... Integrować. - burak rozprzestrzeniał się na mojej twarzy jak jakaś wysypka, nadzieja podpowiadała mi że tego nie widzi. - Boli cię bardzo? - znów zdarzyło się mi pociągnąć nosem. Delikatnie odsunęłam jego chłodne palce od oka. - Nie wygląda to najlepiej. - czuję się jak jakiś ekspert mówiąc takie słowa. - Chodź pójdziemy do domu to Olga ci to opatrzy i zobaczy czy nie potrzebujesz specjalisty. - specjalisty to On zawsze potrzebował, odkąd zaczął łgać. Dlaczego ja się tak na nim wyżywam w moich myślach? 
Zaciągnęłam go do willi. Chciałam mu to opatrzyć, ale znając moje szczęście - bym mu drugie wybiła samym patrzeniem na to pierwsze. Lisandro się nim zajął a ja wspięłam się na górę do szatynki informując jej o jego powrocie. 
Chyba tylko ja i Pena znamy takie słodkie i happy zakończenia. Oni musieli by się naoglądać tego żeby dojść do takiego końca. Naprawdę? Ponowna wymiana zdań? Chyba aż zadzwonię do doktora Duffre, może przepisze mi jakieś tabletki. "A ty jesteś taki! A ty taka!"
- Czy wy zawsze musicie się kłócić?! - wrzasnęłam czując jak lekko pali mnie gardło. Normalnie ktoś by mi odpowiedział ale oni się tylko nastroszyli jak dumne pawie i odeszli napięcie. Ten zaszyty w gabinecie, a Ona w swoim pokoju. Opadłam bezsilna na kanapę. - Nie wiem co mam już robić. - odparłam czując obecność menedżera.
- Niedługo przyjedzie tu pewna osoba która im pomoże. 
- Psycholog? Terapeuta? - irytacja sprowadzała mnie do takich pytań. 
- Wolałbym nie, ale spróbuj pogadać z Germanem. Jest jakiś niespokojny, nie może spać, nie wiem co się dzieję...
      - Czemu mi nie powiesz? 
- Nie mam nastroju Angie. - czyżby w głowie mu jedno? Ma taką minę jakby chciał mnie stąd wygonić.
- A co z twoim okiem? Już lepiej? 
- Tak, ten "ptak" w kształcie piłeczki co ją rzuciłaś nie zrobił mi nic wielkiego. - przechylił delikatnie głowę patrząc na mnie tajemniczo. - Nie masz mi nic do powiedzenia?
- Chwila... - przełknęłam ślinę. - Ty mnie nie zmuszaj do zwierzeń, to ja przyszłam się dowiedzieć o co chodzi. - wybroniłam się dzielnie, nawet podniosłam minimalnie głowę do góry by mu pokazać swą pewność. 
- Zawsze potrafisz mnie rozśmieszyć. - nie uśmiechaj się! Te słowa nie mają na ciebie wpływu Angeles! Ygh. - Dziękuję. - banan malował mu się na lekko zarośniętej twarzy. Jak mogłam nie odwzajemnić tego uśmiechu? Wypada. I tylko dlatego tak zareagowałam. Właśnie. 
- D-dobranoc. - bąknęłam i wyszłam. - Niech szybciej przyjeżdża ten ktoś. - szepnęłam i żwawym krokiem skierowałam się do swojej siedziby.

_________________________________________________________________________________________________
Hahahha, Germit kontra Fajoletka! Kto wygra to starcie?
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzień, wieczór.
Dobry wieczór znaczy :D
Powróciłam! :OO
Znaczy z rozdziałem nowym bo tak to nigdzie nie uciekałam :>
Mam nadzieję że podoba wam się moja spontaniczna wersja.
Natchnęła mnie muza i się zmotywowałam do pisania :)
To pierwszy rozdzialik nowej historii :3
I najprawdopodobniej ostatniej jakiej pisze.
Co do starej, starej, starej historii to dokończę (bynajmniej próbuję) wstawić jeszcze max 1-3 rozdziały końcowe. Jakby ktoś zapomniał to chodzi mi o koniec tej Klik!
Więc Ci co oczekują zakończenia, nie martwcie się! Staram się kończyć :3
Ale jak na razie możecie komentować ten oto wydający się na krótki - rozdział.
Jak są jakieś błędy to serdecznie przepraszam ale mam zapiernicz życiowy i mogło mi coś umknąć.
No wiecie. Takie tam usprawiedliwienie ;)
Poza tym mam zamiar napisać jakiś świąteczny rozdzialik. Ale nie wiem czy wpadnie mi coś do głowy na tyle ciekawego aby go wstawić. No ale cóż. Jak to piszę:
"Jest noc, jest moc".
Mam nadzieję że będziecie na tyle mili//mieli czas//chęci na napisanie mi jakiegoś komentarza który mnie zmotywuję do dalszego pisania.
Dziękować.
I pozdrawiam :)

-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-
.ͣ- (jakby ktoś nie widział)
 "Od jakiegoś czasu zachowuje się jak kobieta przed okresem"

♪♫►Nefii◄♫♪

11 komentarzy:

  1. Dobry wieczór Nefi :)
    Nie kto inny jak Lika odwiedziła tutaj Ciebie! Pozwól, że wpierw zachwycę się szablonem bo jest fenomenalny! Aww! Aż samo chcę się czytać :) Wracając do rozdziału, zostaje fanką twojego sposobu pisania xD Jest świetnie! Haha biedny ptak taki bez dżipiesuuu xD Rozdział cudowny i czekam na więcej moja droga!
    Wielki buziaczek dla Ciebie!

    ~ Lika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa... Biedny Germit, taki atak znienacka xd
      Oo! :3
      Dziękować bardzo <3
      Aż się sama uśmiechnęła :D

      Usuń
  2. rozdział świetny !!! :4 czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super sie zapowiada :D rozdzial genialny i czekam na nastepny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudo!! Pozdrawiam http://vilu-polonia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. O kurde, nie mogę, "od kilku dni jak kobieta przed okresem" xD Świetnie piszesz, Neffino :)

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz daje mi szczęście. :)

Obserwatorzy

Layout by Yassmine