10/18/2014

#5

      - Angeles Carrera. - wymówił głęboki męski głos. Przegryzłam wargę, stałam oszołomiona. To Ja. Przełknęłam nerwowo ślinę. Jeśli teraz wyjdę dowie się kim jestem... Nie mam wyboru. Pierwszy krok a za nim kolejne. Niepewnie wdrapałam się na scenę. Obok kobiety z niewiarygodnie bladą cerą, jakby była malowana farbą. Widziałam jego minę, wiedziałam że jest... Zły? Zaskoczony? Przerażony? Nie wiem jak może się czuć mężczyzna który dowiedział się iż całował swoją szwagierkę. Na pewno wzrósł w nim zawód do mnie.
- Przepraszam. - szepnęłam cichutko mając nadzieję że to dosłyszy, lecz niemożliwością to było. Żywa lalka obok mnie sięgnęła po kolejną karteczkę, tym razem z grupy mężczyzn. Serce szalało, nie wiedząc co począć. Ja mogę zginąć, stoję na platformie gdzie schodząc przeniosę się do rzeźni. Otarłam nikłą łezkę i wsłuchałam się.
- Mateo Cardioso. - wymówiła z szyderczym bananem wymalowanym na wypudrowanej twarzy. Rozglądałam się wzrokiem po tłumie wyłapując mojego "przeciwnika". Moje spojrzenie w pewnej chwili utknęło w Violettcie przyciskająca się do klatki swojego ojca. - Oto nasi wybrańcy. - dodała a ja obudziwszy się z rozmyśleń, dostrzegłam u drugiego jej boku mężczyznę...
      W środku było przytulnie, pociąg wyciągał 200 km/h spiesząc się do mojej śmierci. Cisza przed burzą. Ciągle wpatrzona byłam w obraz za oknem, choć zmieniał się w ułamku sekundy i wyłapywałam tylko puste pola.
- Będzie ciekawie. - miałam okazję usłyszeć po raz pierwszy jego głos. Był niski, opanowany, poważny.
- Ciekawa będzie śmierć? - zwróciłam się do niego zdziwiona.
- Zależy kogo. - odpowiadał krótko i na temat. Widocznie nie było mu dane rozgadywać się jak mi.
- Możemy zginąć, nie rozumiesz? - denerwował mnie jego spokój. Cholera jak?!
- Poprawka: Możesz zginąć. - dał mi do zrozumienia że jest pewny wygranej. Odpuściłam wzdychając i próbując uspokoić myśli, które krążyły tylko koło jednego tematu. Nie chciałam, ale mój mózg jak na przekór ilustrował w głowie krew, nóż, łuk i Róg Obfitości do którego wszyscy pędzą a ja się przyglądam. Jak łamią sobie karki i dźgają się...
     Będąc w Kapitolu miałam ćwiczenia z bronią, wspinaczki, walki. To raczej nieodpowiednie miejsce dla mnie. Cała dygotałam widząc innych, silnych i groźnych dla mnie. Biorąc do rąk nóż nie miałam pojęcia co robić. Wbiłam go nieudolnie (albo raczej chciałam) w skórzanego manekina. Rozglądając się zauważyłam że moi sąsiedzi robią to z przekonaniem, dziurawiąc materiał. Westchnęłam i spróbowałam. Gdzieś przewinął się chichot i złośliwy uśmieszek. Nie zwróciłam uwagi na początku, tylko starałam się ignorować otoczenie. Ale po chwili zaczęły drażnić mnie śmiechy. Ścisnęłam rączkę swoimi napiętymi palcami. Wnerwiające. Chciałam krzyknąć.
- I z czego się śmiejesz kretynie? - zamaszyście cofnęłam rękę, z której wywinęło się ostre narzędzie. Szczęściem w nieszczęściu było jedynie to, że pokonało powierzchnie ściany i pozostało w głębi. Rozeszły się pojedyncze oklaski i podniesione delikatnie brwi. Następnie poszli. To był najgorszy okres w moim życiu. Nigdy nie czułam się tak przegrana jak w tej chwili...
      - One... - nadal zdezorientowana rozglądam się wokół. Wszyscy z pokerowymi minami i wycelowanymi oczami w stronę Rogu Obfitości. - Two... - nie ma odwrotu. Serce kołata się jak szalone, nie dając mi się uspokoić. - Three... - jeśli teraz wyjdę zabije mnie mina. Czy to dobry pomysł? - Four... - i tak mnie zniszczą, więc co mam do stracenia? Violetta? A Ona? Też teraz wbija wzrok w ekran patrząc na mnie ze łzami? - Five... - a co myśli German? Pewnie sam by chciał mnie teraz rozszarpać. - Six... - okłamałam go, pewnie teraz tylko rzuca brutalnie obojętne spojrzenie i odchodzi. - Seven... - teraz albo nigdy. - Eight... - wolałabym nigdy. Mateo jest zupełnie skupiony. - Nine... - Zabijcie mnie! - Ten! - wszyscy jak szaleni ruszyli do skrzynek...
      Z trudem łapałam oddech. Straciłam swoją dawną formę. Przewijam się przez zagęszcza, między drzewami i czując doskwierający ból w klatce piersiowej. Słyszę czyjeś głosy. Z pół mrokami wbijam swoje pozbawione koloru paznokcie w drzewo. Nieudolnie wdrapuję się na nie, jakby w odpowiedniej sekundzie. Mech na korze powodował że powoli się wyślizgałam i mało co nie doświadczyłam upadku. Na szczęście  dosięgnęłam, wyrastającej i silnej gałęzi, na której mogłam usiąść sapiąc. Powstrzymałam na chwilę silny oddech sprawdzając kto przechodzi. Złapałam się za czoło, czując delikatnie nadchodzące mdłości.
- Gdzieś tu powinna być. Zalatuję od niej tymi słodkimi perfumami. Brr... - znałam ten głos. Cholerny zdrajca! Ale czego mogłam się spodziewać po takim typie? Chodził po lesie z innymi, pewnie w poszukiwaniu mnie. Ścisnęłam pięść naburmuszona. I walnęłam głową o gałąź z bezsilności...
      Jego oddech - silny, a postawa wskazująca na to że nie ma ochoty się poddać. Raził mnie swoim ciętym wzrokiem bez uczuciowego zabójcy.
- Naprawdę chcesz to zrobić?! - powstrzymuje łzy, które wskazałyby że się boję, a tym bardziej poddaje. Zaszłam aż tu, nie mogę się wycofać. Nie tu, nie teraz. - Mateo! - wrzeszczę starając się stać w jego oczach, choć ociupinkę groźniejsza. Boję się... Boję się kolejnych sekund. Serce pompuję coraz więcej krwi, które płynie mi przez spuchnięte żyły.
- A ja w ciebie wierzę. - mur w moim gardle zagrodził drogę słowom, które powinny ulecieć. - Kocham Cię, wiesz? - typowe i proste, jak w jakimś dennym i mdlącym filmie "komedia-romantyczna". Tylko gdzie ta komedia?! Cholera jasna! Co z tobą mój mózgu?! German rozmazał się prędko, jako że był moją projekcją wytworzoną ze strachu i depresji. Krzyk, gwałtownie ruszył biegiem w mą stronę celując ostrzem. Cofnęłam się do tyłu.

Nieodpowiedni krok Angeles...

Od nogi wzdłuż ciała przebiegła tajemnicza wiązka a następnie rozczepiła ciało kobiety, robiąc niesamowity dźwięk wybuchu. Poganiający pożar, który zapragnął zawładnąć dziewiczą krainą pochłonął również drugiego osobnika.

Nie jest to "Hepi End" naszej bohaterki. Bóg postanowił że rozdzieli tę dwójkę na chwilę wymiarami, ale gdy tylko On się zabije bo będzie musiał randkować w necie jego czas nastanie będą mogli znów być obok siebie. Bo na świecie istnieją potwory, które tylko sprawiłyby cierpienie większe niż to na dziele stwórcy.

A On ciągle w nocy wpatruję się w migoczące gwiazdy. Jak w jej oczy. Szkarłatnej barwy i kryjące za sobą tajemniczość, w których się zakochał. Gleba w której została pochowana, jest deptana przez ludzi takich jak Mateo. Oszczędzając jej przyszłego bólu, skazał tylko go na dłuższe cierpienie...

__________________________________________

Ha! SKOŃCZYŁAM!
Oj...
Nie chciałam tak XD
Ale to był najlepszy sposób i akurat tylko to mogłam (chciałam) napisać xd
Pisałam już że to była krótka seria? xD
Chyba nie to chcieliście przeczytać.
Chamszczyzną Nefii tu powiewa...
Ej! Poza tym nie wiem czy pisać dalej. xD
Bo nwm XDD
Mam czas w końcu jupi :D
Ale... Mam dla kogo?
MAM CZY NIE?
Bo też nwm :D
Piszcie czy chcecie abym kontynuowała swą dalszą przygodę z pisaniem. :3

"Pisojcie drodzy mieszczonie" ~ Nefii

3 komentarze:

  1. Pisz dalej !!! Nie ważne o czym (co ja gadam ma być Germangie)!

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz, masz! :D Czekam na duuużą dawkę Germangie w Twoim wykonaniu, w któtkim czasie. Nawet nie próbuj mi z tym kończyć! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty chcesz przestać pisać?!
    Ja ci dam!!! Won z takimi pomysłami!!! I to już!!!
    Zasiadasz i piszesz dalej!!!
    No widzicie, komuś chyba w główce zaczyna się przewracać...
    A dla twojej wiadomości, masz dla kogo pisać!!!
    Po każdym twoim rozdziale, nigdy nie można przewidzieć co ty tam dla nas wyskrobałaś w główce... I to jest w tym najlepsze... Ta niewiadoma!
    Szkoda, że tam szybko skończyłaś to opowiadanie...
    Ale za to czekam na NOWE!
    Ściskam :D
    ~Sanna

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz daje mi szczęście. :)

Obserwatorzy

Layout by Yassmine