- Kochanie będę potem! - krzyczała mimo że był tuż przy niej. Patrzyłam na tą, jakże uroczą scenkę, kiedy Ona zaczęła obśliniać jego policzek. Popijałam ciepłą herbatę oparta o framugę. - Nie tęsknij... - rozkazała a ja przedrzeźniałam ją w myślach wyginając przy tym usta. - Do widzenia. - wysyczała jeszcze w moją stronę.
- Haha, oby nie. - szepnęłam sztucznie się śmiejąc i zobaczyłam jak w końcu wychodzi z tego domu. Mój wzrok teraz poprzestał na szwagrze. - No co? - wzruszyłam ramionami, upijając kolejnego łyka.
- Ty też chcesz buziaka? - puścił do mnie oczko a ja odstawiwszy kubek, objęłam go wokół szyi. Powoli zbliżyłam swoje usta i musnęłam delikatnie. Po chwili jednak grymas wstąpił na mojej twarzy i odczepiłam się od kochanka. - Co się stało? - zapytał przerażony, że pewnie coś zrobił nie tak.
- Nadal smakujesz gorzką prawdą. - zachichotałam wracając do mojego napoju.
Zaczęłam swoją powieść opartą na faktach... I fantazji mojego umysłu. Wystukując kolejne litery na klawiaturze, tworzyły się nowe zdania i historia nabierała kolorów. Kto by pomyślał że wciągnie mnie pisanie.
- "Powoli zbliżyłam swoje usta i musnęłam delikatnie" - słysząc za sobą piskliwy głos zamknęłam klapę laptopa a koło mnie zasiadła blondynka. - Ale ty ssiesz głupoty Angie. - zaśmiała się Lili. - Chyba że nie tylko głupoty lubisz ssać. [FAIL] Jeśli chcesz się z nim miziać to musisz zrobić jakiś krok. - odparła dość... Mądrze.
- A odkąd ty się stałaś taka... Miła? - zmieniłam temat, sądząc że ta główka wypełniona głupotami nie zrozumie mojego stanu uczuciowego.
- Ja? Miła? Coś Ci się popieprzyło. - napięła mięśnie w okolicach brwi z opadłymi kącikami ust. Dobiegł mnie dźwięk postukiwania obcasów. Odwracając się dostrzegłam szesnastolatkę z marną miną. - Vajoletka nie smuć się tak. No popatrz jakie cudo kupiła Jade. - wystawiła rękę w stronę sukienki ślubnej, wiszącej zgrabnie na manekinie. - W sumie wygląda to jak zbroja dla Iron Men'a. - dodała uszczypliwie, podchodząc i macając materiał. - Idiots reaktywacja! - wczołgała się pod koło i wystawiła głowę.
- Lili! Wyłaź! - ostro zaczęłam z dziewczyną, choć widok jej miny rozbawił mnie do łez. Zaczął mnie boleć brzuch od ciągłego śmiechu. Zrobiłam się zapewne czerwona jak burak. Dołączyła do mnie szatynka. Trochę chłonąc łyknęłam odrobinę kawy, którą zrobiła mi Olgita. Od miesiąca mamy zawieszoną broń, więc nasze relacje idą nawet nieźle. - Dobra, chodź tutaj. - zaciągnęłam ją na swoją stronę i jeszcze raz przypatrywałam się sukni. Ja naprawdę nie mam pojęcia i mogłabym się latami głowić, co On w tej kobiecie widzi oprócz botoksu i wypchanych skarpetkami piersi.
- Zastanawia mnie co ich łączy. - odezwała się Violetta wzdychając i podzielając moje zastanowienie.
- Ujemne IQ. - dodałam swoje grosze a dziewczyny spojrzały na mnie zdumione. - Ehkm... - chrząknęłam zawstydzona że wypowiedziałam to na głos. Słowa przyszłej pani Castillo rozniosły się po mieszkaniu. Wzdychając poczułam jak ktoś mnie popycha a czarny napój ląduje na sukni. No to mam przesrane.
- C-c-co?! - jej spokój na początku mnie przeraził. Bardziej niż krzyk który po chwili wydała. Wszyscy domownicy zebrali się w kółko. Część żeńska się śmiała, prócz mnie. Ja się bałam że zaraz mi przypieprzy swą metalową torebeczką. - TY! - wskazała na mnie swoim krzywym palcem. - TY JESTEŚ WINA! - zawiało zgrozą. - ZAPŁACISZ MI ZA TO! - krzyknęła. Brzmiało to jak wyrok i już miała się na mnie rzucić gdy narzeczony ją odciągnął. Zachciało mi się śmiać, widząc to że nie daje sobie rady. Ale powstrzymałam w sobie emocje i zacisnęłam wargi.
- Ja to wyczyszcz... - chciałam jakoś uspokoić atmosferę ale nie mogłam. - Przepraszam. - o dziwo skierowałam te słowa do mężczyzny a nie do jego partnerki. Nie wiem dlaczego ale byłam bliska płaczu. Było mi wstyd a zarazem... Nie to egoistyczne słowo abym mogła je wygłosić nawet w myślach. - Przepraszam. - westchnęłam i wgapiłam się przez moment w sufit aby nie dać ujścia łzą.
- I słusznie! - wydarła się ponownie. Spojrzałam w jej stronę. Zacisnęłam zęby czując ciężkość moich oczu.
- Pójdę już. - szepnęłam i znikłam chowając się na górze, do swojego pokoju. Jak dziewczynka która zbiła wazon i bała się doniosłego tonu matki, lub ojca. Rzuciłam się na łóżko i wzrok ponownie utkwił w górze. Co mnie tak boli? Co sprawia że łzy stają się mi najbliższe? Od tygodni próbuję sobie to wytłumaczyć. Nic takiego się nie dzieję, a mimo wszystko. Stałam się nadwrażliwa. Cholera! Chwyciłam poduszkę i podeszłam do okna. Otwierając je na oścież usiadłam na dość sporym parapecie. Wtuliłam się w puch i ilustrowałam każdy zakątek ogrodu. Tak... Znam przyczynę mojego kłopotu!
Drzwi delikatnie zaskrzypiały. Zareagowałam. Do pokoju wkradł się inżynier z talerzem ciasteczek. Ciepły uśmiech towarzyszył mu od samego początku przyjścia tu i nie znikał, nawet jeśli nie odezwałam się do niego słowem.
- Nie skusi się pani? - opierając się o parapet znów przedstawił mi wypieki Olgity. - Hm? - był miły, ale dlaczego? Cisza przed burzą? Spojrzałam na niego i odmówiłam grzecznie, ponownie gapiąc się w krajobraz. - Nie musi się pani przejmować Jade. Wie pani jaka Ona jest. Bo o to chodzi, tak? - chciał się upewnić a ja przeklęłam że o to zapytał.
- Nie do końca. - mimo wszystko sięgnęłam po smakołyk. Czekałam tylko cierpliwie na pytanie aż wypowie "A o co?". Nie nadeszło. Co się dziwić przy moim szczęściu. - Chodzi o pana. - nawet sobie nie wyobraża ile mnie siły to kosztowało, wypowiedzenie tego zdania. - Nie sądzę aby pan był szczęśliwy z Jade. - wydusiłam. I po co ja mu mące w głowie? Nie mów już nic.
- Od kiedy się interesujesz tym kim jestem? - zabrzmiało oschle. Odpowiedziałam milczeniem i odchyliłam głowę do tyłu, opierając ją. Po chwili poczułam jak gładzi moje udo. Spojrzałam na niego. Te oczy mówiły że wie co robi. Zbliżył się bardziej odważnie a moje serce kołatało się na wszystkie strony. Centymetry zniknęły. Milimetry zaczęły się kurczyć do granic możliwości. Chcąc dotknąć jego policzka spotkałam się z rzeczywistością.
- Zakochałam się. - przyznałam do siebie oszołomiona z otwartymi ustami. - Zakochałam się w nim... - nadal nie dochodziły do mnie moje słowa. - To idiotyczne. - przyznałam a drzwi zostały otwarte powoli. To On, przyszedł jak w mojej wyobraźni. Również z słodkim poczęstunkiem. Nie miałam ochoty czekać, stanęłam na nogi i przejmując talerz odłożyłam go. Przytuliłam go. Tak po prostu. Czy to było zakazane w jego regulaminie? Objął moje plecy i ponownie się rozmarzyłam. Byłam z siebie zadowolona że to zrobiłam. Bicie jego serca i ciepło. Rozpływałam się uśmiechając się szeroko pod nosem.
- Skąd ten nagły przypływ miłości? - zapytał widocznie rozbawiony.
- Może dlatego że lubię pana przytulać? - wyznałam szczerze patrząc mu w oczy. Te czekoladowe tęczówki świeciły tak słodko. Zaśmiałam się nadal mając go przed sobą. - Przyniósł pan ciastka. Jak miło. - ja to mam zachwiane humorki. Nadal trzymałam dłonie na jego ramionach, a On swoje utkwił na mej talii. Naszła mnie chęć go pocałować. Tak po prostu, te jego usta. Tak ponętna. Pip! Pip! Wracaj na ziemię! (...)
- Naprawdę nie ma z tym problemu. Każdemu mogło się przydarzyć to. - rozmawialiśmy o sytuacji na dole zadowalając swoje podniebienia ciasteczkami. Po chwili zaczęłam chichotać. - Co jest? - zdezorientowany moim zachowaniem spytał.
- Nie nic. Ubrudził się pan tu trochę. - dotknęłam po części policzka głaskając go w pobliżu kącikach ust. To nie była prawda, ale jedyna sensowna wymówka by móc się do niego zbliżyć. Mój wzrok co chwilę zmieniał tory. Raz na jego oczy które czarowały mnie, a raz na usta które zapragnęła dotknąć.
- Wiem jak możesz mi pomóc. - odparł i zatrzymał mój ruch kciuka. Nastała chwilowa cisza, którą przeznaczyłam na odkrywaniu tego o czym myśli. Zbliżył swoją twarz do mojej i nagle usta połączyły się w delikatnym pocałunku. Jak dotyk anioła. Myślałam że zaraz mnie rozsadzi od uczucia buzującego w moich żyłach. Sprawiało mi tyle radości, a jednak... Jedno światełko mignęło mi. Poczułam wyrzuty. Nie chciałam tego przerywać. Raczej trwać jak najdłużej, póki nie zabraknie nam tchu.
- Nie mogę. Nie chcę krzywdzić, ty tego również nie powinieneś robić. To niewłaściwe. Nie przepadam za Jade ale Ona ma również uczucia. Nie chcę abyś...
- Angie, daj spokój. - poczułam wzrastające we mnie oburzenie. Spokój?!
- Naprawdę? Myślisz że to dobrze? Że całujesz mnie skoro już kogoś masz? To zdrada. Brzydzę się nią. Jeśli myślisz że jest w porządku to tobą też się brzydzę. - wyznałam choć nie chciałam. Napadł mnie potok słów. - Nie wiem jak mogę ci się oddać czując że mogę sprawić komuś ból. Wyjdź. Nie przychodź. - zażądała i zbliżyłam się do okna. Po sekundzie oplatał mnie swoimi silnymi ramionami. Chciałam tego, ale nie mogłam. - Zostaw mnie. Nie rozumiesz że to jest żałosne? Żałosna jestem ja. Zapomnij.
- O tobie? To niemożliwe.
- Albo odejdzie to uczucie, albo ja odejdę. - śmiało wypowiedziałam każde słowo. - Nie chcę mieć na sumieniu czyjś płacz. Tobie może to nie przeszkadzać, ale mi jak najbardziej. Możesz wybrać. - przed chwilą trzy metry nad niebem, teraz pod ziemią, czując palące ukłucie. Czy ja nie mogę zamknąć jadaczki?! Było wspaniale, nawet aż za bardzo a teraz to pogrzebałam. Jakbym dostała szczeniaka i go wsadziła w trumnę, i wyrzuciła go do morza, bo nie chciałam aby ktoś się dowiedział o moim szczęściu. Głupie czyż nie? Głupia ja...
"Najpiękniejsza znajomość to ta, której nikt się nie spodziewał.
Która pojawiła się nagle, jakby znikąd.
Była pełna cudownych emocji, i mnóstwa uśmiechu.
Najpiękniejsza znajomość to ta, która sprawiła, że zaczęłaś rozumieć, co znaczy kochać." ~ CT
Żyć jakby nigdy nic, tylko z większym dystansem. Nasze rozmowy ograniczyły się do spraw służbowych a ja zaczynałam jeść w kuchni. LaFontaine to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Cieszyła się niezmiernie z naszych napiętych relacji. Ale co się dziwić. Ślub niebawem. Wszystko już zaplanowane. Tylko czekać i modlić się na cud. Zakamuflowana w swoich czterech ścianach. Wybierając przyszłość jaką bym chciała mieć. Na pewno nie przesiadując tu cały wieczór. Przedzierałam się przez wspomnienia z zmrużonymi oczyma i westchnęłam. Pik, pik, pik... Biło choć jakoś było to mu obojętne. Tak jak mi, chciałam zasnąć. Sen był jedyną formą przejścia do świata idealnego. Do tego w którym nie zrezygnowałam z niego. Do którego jesteśmy tylko my. Z wymalowanym szczęściem na twarzy. Tak. Warto marzyć. Ale nie w to co zepsuliśmy...
Schodząc kierowałam się do kuchni, było cicho. Jak zawsze o tej porze. Gosposia siedziała zapewne w swoim pokoju zaczynając swoją drogę do Morfeusza, poprzez telenowele, które wkuła na pamięć. Violetta u koleżanki, a Nina błądząc zapewne po uliczkach miasta. Przechodząc koło gabinetu, do mych uszu dotarły pewne słowa.
- Ona jest taka kochana, poprawna, miła, wesoła, czuje tą empatię którą ja nie czuję. - mówił zapewne o swojej ukochanej. Mdliło mnie na te słodkie słówka które oczywiście były zupełnym odzwierciedleniem Jade.
- To idź i jej to powiedz. - nastawiłam ucho jeszcze bardziej opierając się o beżową ścianę.
- Żeby to było takie oczywiste. I tak mnie uważa za idiotę. Chciałbym ją przytulić, pocałować, dotknąć jej seksownego ciała... Boję się jednego. - moja uwaga zaczęła rosnąć, wraz z napięciem. - Boję się że to co czuję do Angie, może być tylko pożądaniem. - nie płacz, nie płacz. Nie po to przyszłaś na świat. Pociągając nosem odeszłam do kuchni. Nastawiłam wodę i wyjęłam szklankę. W pewnym momencie nie wytrzymałam, musiałam się poddać. On widzi w tobie tylko zabawkę. Zaczęłam tworzyć plamę na moim swetrze. Oparłam się o blat kredensu łokciami i to właśnie tam schowałam twarz. Nie mogłam dać się ponieść. Czajnik zaczął gwizdać, złapałam za rączkę nawet nie reagując na to że mnie pali. Lałam ze spokojem, ale straciłam władzę. Można rzec że jest w tym pewien podtekst. Wrzątek wylał mi się na rękę. Syknęłam z bólu i po chwili pogrążyłam się w goryczy. Wszystko tak nagle się wyślizgnęło z moich rąk. Mój krzyk rozprzestrzenił się po mieszkaniu z zawrotnym tempie. Kryształki rozmazywały mój obraz. Został tylko ból. I blizna...
_________________________________________________________________
Jest to "Fail" bo napisałam zupełnie coś innego niż chciałam.
Ups?
A że nie miałam wenę na nic innego to przystałam na to.
Sama nie wiem co dalej.
Mam nadzieję że nie macie ochoty zrobić ze mnie szczeniaka wrzuconego do wody. :_;
I nie jest to w żadnym stopniu... Takie jakie miało być!
I nie jest to w żadnym stopniu... Takie jakie miało być!
KTÓŻ ZAWŁADNĄŁ MOIMI PALCAMI?!
Cóż za demon to stworzył?!
Omg. Co ja zrobiłam?
Teraz przynajmniej wiem że następny będzie...
Nieważne :>
No nic.
NIE BIJCIE!
~ Nefii
genialne czekam na nexta
OdpowiedzUsuńDziękować :)
UsuńBardzo fajny rozdział. Nadrobiłam tamte i muszę stwierdzić że z chęcią będę tu wpadać. :)
OdpowiedzUsuńSpodobał mi się twój sposób pisania. Lekko mi się go czyta a mimo wszystko mogę się przenieść do sytuacji która się rozgrywa.
Pozdrawiam i nie mogę się doczekać 4 rozdziału :)
Weny życzę.
~ Kaila
Miło mi :>
UsuńDziękować :)
Genius !!!!!! <3 kocham kocham !!!
OdpowiedzUsuńTroszkę Germangie zawsze poprawia humor <3
Ahhhhh !!!!!!!!!!!! Dawaj nexta <3
Serious? To nie jest tak źle jak myślałam XD
UsuńDziękować :D
Germangie <3 Liczę na szybki next!
OdpowiedzUsuńTaaak <3
Usuńkońcówka najlepsza ;oo Genial, Nefii, GENIAL!
OdpowiedzUsuń:>
UsuńDziękować :)
Cudowne xD Przeczytałam wszystkie rozdziały! Świetny blog! <3 Czekam na next i weny życzę ;** / Lucía xD
OdpowiedzUsuńDziękować :D
UsuńWszystkie? Czyli te obecne 3 czy wszyyyyystko ? :D
Dziękować jeszcze raz :>
I dziękować trzeci raz :D
Wszyyyyystko :DD
Usuń