- Jeśli w tej chwili była miła, to ja nie chcę wiedzieć co by było gdybym ją wkurzyła. - podniosłam wysoko brwi i zrobiłam chwilowy dzióbek słysząc za sobą chrząknięcie. To była pani domu, łapiąca się pod biodra.
- Pan lubi to robić tak? Lubi mnie pan drażnić?! - zaczęła a ja zrobiłam krok do tyłu, delikatnie chowając się za jednym z personelu Castillo.
- Nie rozumiem... - zaczął poprawiając krawat, ale kobieta mu przerwała:
- Nic dziwnego, te okulary uściskają pana mózg. - ulotniłam się powoli z pomieszczenia słysząc jeszcze strzępki ich rozmowy. Zachichotałam delikatnie i znów miałam przed sobą Germana.
- Chciałbym jeszcze omówić sprawy wynagrodzenia. - odparł a na jego ramieniu wisiała z jadowitym uśmieszkiem jego kobieta. Miała dobre usta, nos i brwi jak dwie proste wykałaczki wiszące nad jej przeraźliwie jasnymi tęczówki o kolorze wyblakłego błękitu. Nosiła na sobie czarną obcisłą sukienkę uwydatniające jej
- Możemy to zrobić kiedy indziej - odparłam patrząc na krótkowłosą. - Tak?
- Jasne, ale chyba zapomniałem dodać że musi tu pani zamieszkać. - dodał a ja podniosłam brwi ze zdziwienia.
- Em, no, tak, jasne. Nikt mi nie mówił o tym... - speszyłam się odrobinę. W sumie to chyba niewielka kara, (jeśli karą to można nazwać) za to że nie mówię prawdy.
- Jade możesz nas na chwilę zostawić? Chciałbym z panią pogadać na osobności. - poprosił grzecznie, a ja zacisnęłam usta widząc jak z trudem utrzymuje jej szpony na ramieniu. Pewnie te szpikulce już dotarły do jego żył i odbierały mu dopływ krwi do lewej ręki.
- Oczywiście kochanie. - zanim znikła jeszcze na pokaz przycisnęła jego usta do swoich.
- Przepraszam za nią, proszę do gabinetu. - otworzył przede mną drzwi i puścił mnie przodem.
- Możemy już dziś podpisać umowę chyba że nie jest pani gotowa. - spoczął na przeciwko i złożył ręce patrząc mi prosto w oczy. Odtrąciłam od siebie dziwne myśli i przerzuciłam wzrok na szybę, za którą krył się fragment ogrodu. - Coś się stało? - zadał nurtujące mnie pytanie od jakiegoś czasu. Tak okłamuję Cię, ale to nic takieeeego. - Panno Angie. - jego dłoń dotknęła mojej i odwracając głowę wydawało mi się że biurku zmieniło swój rozmiar. Jakby był bliżej niż wcześniej, a to niemożliwe. - W porządku?
- Tak, tak, zamyśliłam się trochę. Jasne, możemy podpisać. To żaden problem. - wypaliłam bez namysłu. Zapadła cisza a On nie ruszył się z miejsca. Jego spojrzenie tkwiło w moim, może miałam zwidy ale delikatny uśmieszek malował mu się na twarzy. Spoglądnęłam na jego zaciskające się palce na mojej ręce. Nie odezwałam się z prośbą aby mnie puścił. Dlaczego? Coś kazało mi zostawić te słowa dla siebie i dusić je. W końcu wstał i podszedł do szafki niedaleko biurka. Spojrzałam do tyłu rozglądając się. Miał na półkach mnóstwo książek. To już wiem o co będzie mój pierwszy opieprz. Zachichotałam zaciekawiona historią zawartej w tych lekturach. - Pani zawsze jest taka wesoła? - dopytał szperając w papierach.
- A co mam się smucić i płakać? Być nadęta i sztywna. - ostatnie słowo dziwnie zaakcentowałam na co On zwrócił uwagę. Rzucił mi zdziwione spojrzenie i wrócił do szukania. - Robi pan kopalnie? - wypuściłam z siebie widząc że nie może widocznie znaleźć dokumentu. - Pomogę panu. - podeszłam ale po chwili rysa papieru wyślizgnęła mi się z rąk i upadła. Kartki jak płatki śniegu rozprzestrzeniły się prędko po pomieszczeniu (?). - Przepraszam, zaraz to posprzątam. - schyliłam się łapiąc kolejne białe papiery.
- Spokojnie, Olgita to posprząta. - dodał hamując moją robotę.
- Ale...
- Naprawdę, nie ma się czym martwić. - zapewnił przerywając mi w tym samym czasie. Nie znoszę gdy ktoś mi ucina zdania, bo sam ma ochotę dodać swoje parę groszy. Podniosłam jedynie stos jaki udało mi się ułożyć. Wstając zaskoczyło mnie to że dzieli mnie od niego 5 centymetrów. Straciłam na sekundę siłę w dłoniach i nie chcąc znowu tego upuścić przechyliłam się jeszcze odrobinę w jego stronę. Niewiele nas dzieliło. Jego mocne perfumy zaczęły już drażnić mój nos, a mimo to nie cofnęłam się. Ogarnij się kobieto! To twój przyszły pracodawca, facet który kogoś ma, szwagier! Nie śliń się jakby był jedynym mężczyzną na tym świecie. Zganiłam siebie w myślach i odstawiłam kartki na miejsce, wcześniej szepcząc zwykłe "przepraszam". - Intryguje mnie pani. - wyznał bez ogródek. Hej! Poczekaj jeszcze nie przeszliśmy na "Ty".
- Słucham? - dopiero teraz zdałam sobie sprawę że przyglądam mi się uważnie. I nie tylko mojej twarzy.
- Ma pani kogoś? -
- Jeśli nie ma pan dziś tej umowy, to ja przyjdę jutro. - rzekłam zmieniając temat na inny tor.
- Musi być farciarzem. - dodał krzyżując ręce na umięśnionej klatce piersiowej.
- To jutro omówimy też finanse? - nie dawałam za wygraną.
- Chyba że czeka pani na swojego księcia z bajki. - zaśmiał się
- Do widzenia. - posłałam mu sztuczny uśmiech i wyszłam. Dupek. Przyszło mi na myśl...
- Nie ostrzegałeś mnie że zamienił się w frajera. - mówiłam do Ramalla już następnego dnia zajadając się winogronami którymi mnie poczęstował. - "Ma pani kogoś? Musi być farciarzem" - cytowałam jego słowa w grymasie. - Co to za błahe teksty?
- German przechodzi kryzys. - odrzekł a ja posłałam mu pytające spojrzenie. -
- Lili, Lili, Lili... Nie! Nie! Nina, tak Nina. Nie mogę tego znieść. To jakby na mnie mówili... Gertruda. Albo Synthia. Chore. Jak mój pomysł. - przejęłam się, coraz wpychając sobie do ust owoców.
- Przyjacielu mam dla ciebie dobrą wiadomość! - do kuchni wparował inżynier z szerokim uśmiechem na twarzy. - Dzwonili Niemcy. - poinformował go a Oni zaczęli cieszyć się jak dzieci. Menedżer przytulił go ciepło i ich rozmowa sączyła się zadowoleniem. I niby kobiety są skomplikowane. Weź tu ogarnij faceta.
- Gratuluję. - odezwałam się tworząc chwilową ciszę.
- A! Angie, zdecydowałaś się? - zwrócił się do mnie.
- Nie wiem od kiedy jesteśmy na "Ty" ale tak, pomimo pana wczorajszego zachowania. - upomniałam go czując w pewien sposób dumę. Jest przystojny, a to że jakby prawił mi "komplementy" podnosiło moją samoocenę. - Chyba że pan już nie chce mnie zatrudnić.
- Co? Nie, bardzo chcę. Znaczy. Zależy mi. Chodzi o to... Nie ważne, muszę pani jeszcze podpisać kontrakt i poznać zasady panujące w domu. - ZA-SADY? Stworzył swoją biblię?
- Biblia frajera Castillo! OTO ONA! - trzasnęła o blat jakąś przygrubą książką. - Radzę się zapoznać z nią, bo nie wie pani! JAKIE TO KOSZMARY PANIĄ CZEKAJĄ JEŚLI....
- Idź stąd! Won! - wygonił Ninę mój szwagier i zwrócił się do mnie. - Przepraszam za nią. Em, zaraz przyjdę. - ulotnił się z pomieszczenia a mężczyzna w okularach nadal się szczerzył.
- Ahh, ci faceci. - westchnęłam.
- Masz na myśli Germana?
- Mam na myśli ciebie Ram. - wstałam i dopiero teraz zauważyłam że jest o wiele wyższy ode mnie.
- Denerwuję cię to?
- Co?
- Że jestem wyższy.
- A co to ma do rzeczy?
- Jak byłaś nastolatką to cię to wnerwiało.
- Pff. Moje nastoletnie uroki minęły, poza tym to słodkie jak kobieta jest niższa od faceta. - ujęłam przypominając sobie moje życie samotnika.
- To jak widzisz mnie i Olgę obok siebie to cukrzycy pewnie dostajesz. - zaśmiał się co odwzajemniłam.
- Podrywa pani Ramalla? Proszę uważać, na straży czyha gosposia. - ostrzegł mnie.
- Rami mnie ochroni. - zażartowała trzymając go za rękę. Dwoje mężczyzn spojrzało na mnie ze zdziwieniem. A Lisandro aż wypieki pojawiły się na policzkach. Zawstydzam go?
- Nosz cholera jasna! Czy pani nie może zostawić go w spokoju?! - usłyszałam warkot który przyprawiał mnie o nieprzyjemne dreszcze. Odskoczyłam na bok odwracając się. Za mną stała Olgita przybierając purpurową barwę. W imię ojca i syna, i ducha świętego amen. Przeżegnałam się...
________________________________________________________
Takie tam.
ALE NAPISANE.
Wow.
SUCCES
Olgitka!
Nina!
Germi!
Rami!
Nadal nie ma V.
Oszczędzę wam tych słodkich słówek z ust tego
Kiedyś ktoś się mnie spytał czemuż nie dodaję obrazków więc wytłumaczenia:
1. Wyobraźnię pobudza czytanie
2. Nie chcę mi się.
I to drugie jest bardziej wiarygodne, ale zostańmy przy pierwszym.
Nijaki rozdział.
Ale drugi będzie bardziej ogarnięty.
No ten teges.
Oceniajcie!
Ka bom!
Nie muszę przypominać jak mnie motywujecie komentarzami co nie? :c
Ps: Niedługo coś ogarnę z szablonem. :P
Pisojcie drodzy mieszczanie!
~ Nefii
Zajmuję!!
OdpowiedzUsuńLeje z tekstów przekreślonych linią xDD !!
Cieszę się że udzielam wam się mój humor xd :)
UsuńGenialne czekam na next
OdpowiedzUsuńHahhahahahh :D Uwielbiam te przekreślone teksty wiesz? XD Rozdział świetny, śmiałam się jak głupia XD Angie dobiera się do Ramaszka :D A Olga już na straży :D Nie, nie skomentuję tego racjonalnie. Jestem nadal zbyt rozbawiona :D Czekam na kolejną porcję humoru! ~B
OdpowiedzUsuń