EDIT: Viola śpiewa "Donde quiera yo voy" - "Gdziekolwiek nie pójdę"
EDIT2: Hahaha paczcie ! :D Diego mówi o 3 sezonie Violetty ale jak pięknie włoski sobie ułożył xD
Rozdziały zaczynam od tego jak Angie wyjechała do Francji...
EDIT2: Hahaha paczcie ! :D Diego mówi o 3 sezonie Violetty ale jak pięknie włoski sobie ułożył xD
Rozdziały zaczynam od tego jak Angie wyjechała do Francji...
#GERMAN#
I pojechała... Czuję się opuszczony, zły ale... Mam chociaż świadomość że spełnia swoje marzenia. To życie już nie wróci do normalnego stanu bez niej... Zawsze będę o niej pamiętał. Siadając za pianinem wystukuję kolejne dźwięki. Przed sobą mam jej zdjęcie do którego teraz zawsze się uśmiecham...
Dlaczego nie można cofnąć czasu ? Aby człowiek poprawił błędy ?
Może to ma nas czegoś nauczyć ?
Gdybym mógł nigdy bym nie zauroczył się w Esmeraldzie i walczył o Angie, która kiedy ja się zabawiałem z Esme ona płakała. Idiota... Tak można określić moją osobę... Choć sądzę że to najłagodniejsze określenie.
I po co mi to było ? Po co ten cały cyrk ?! Bo nie ufałem córce ?
Mogłem zająć się swoim życiem a nie wciąż ją kontrolować a teraz ?
Teraz straciłem najważniejszą część mojego serca...
Straciłem anioła który zawsze był przy mnie, pomagał mi nawet gdy zachowywałem się jak skończony dupek. Ona nie powiedziała Violettcie kim jestem... Tylko jednak milczała...
Dlaczego zauroczenie sprawiło że w tamtym czasie choć widziałem jak cierpi z powodu ślubu nic nie zrobiłem ?
Przez kilka kolejnych dni po jej wyjeździe płakałem...
Tak ! Płakałem za nią... Nie chodziło o wątpliwość czy wróci,
najbardziej bolało mnie to że nigdy mi nie wybaczy...
Worki na pod spuchniętymi oczami, zarost i lekkie przybranie wagi.
Zapychałem się konserwantami aby choć trochę ból umilkł i nie krzyczał że to moja wina...
Pewnego dnia przerzucając kolejne kartki z pamiętnika Maryi natrafiłem na jeden tekst który trafił do mnie znaczącą. Od razu po przeczytaniu go zszedłem na dół tworząc podkład do niego. Przypomniałem sobie jak dzień przed wyjazdem śpiewaliśmy z Angeles i Violettą "Algo se enciende" 





Miała taki piękny głos, uśmiech, oczy... Była wręcz ideałem którego szukałem po śmierci Maryi... Cały czas trzymałem w dłoni szczęście a przez jedną chwilę upuściłem je, stłukłem, zepsułem...
W dodatku Violetta jest wściekła na mnie, dowiedziała się prawdy o Jeremiasie...
Czasem myślę że bez zaufania córki, drugiej miłości i szacunku ze strony mojego personelu nie mam po co żyć...
Życie ? Co to jest ?
To dar którego nie można sobie zniszczyć,
trzeba o ten dar dbać, nie przepuścić żadnej chwili,
pielęgnować w nim miłość, przyjaźń...
Ja ? Dostałem już to... Miałem żonę i dalej mam cudowną córkę.
Straciłem to pierwsze, drugie przetrwało... Gdy spotkałem drugą szansę na dawniejsze życie, funkcjonowanie...
Zepsułem życie... Sobie, jej, córce...
Czy już nigdy nie zobaczę jej rozpromienionej twarzy ?
Czy już nigdy nie poczuję jej słodkich perfum ?
Czy już nigdy nie zdołał spojrzeć w jej oczy,
w których istniały iskierki.
Czy już nigdy nie poczuję jej warg ?
Możliwe... Bo czemu ? Dlaczego los ma mi dać kolejną szanse jeśli jestem taki ?
Może mam właśnie umrzeć w samotności...
Spoglądając na zdjęcie jej i mojej zmarłej żony spostrzegłem w nich jedność...
Jedność w której tkwiła miłość do pewnego mężczyzny...
Mnie...
Dlaczego Boże skazałeś Angeles na cierpienie, skazując na mnie ?
Na tego kompletnego idiotę który rozwala wszystko ?
Tyle pytań jedna odpowiedź...
Poszedłem na górę, przebrałem się, umyłem ogólnie ogarnąłem i zszedłem na dół. Zacząłem znów próbować stworzyć podkład do piosenki.
Po chwili coś zaczęło mi wychodzić.
Rozejrzałem się dookoła i zacząłem śpiewać.
Dziwne uczucie, pierwszy raz śpiewałem sam...
Przez kilka kolejnych godzin ćwiczyłem to samo. Nie zwracałem uwagę na Olgę i Ramalla dopóki zaczęła mi przeszkadzać, trzepiąc poduszkę. Wkurzony odesłałem ją do kuchni. Spojrzałem na komórkę.
- Angie... - Szepnąłem do siebie robiąc wielkie oczy. Odbierając zachowałem spokój. - Angie?
- Nie... To ja tato Violetta. - Westchnąłem. - Wiesz co aż dziwne że... Dobra nieważne. Spytaj Ramallo czy mógłby mnie odebrać z toru.
- Ja po ciebie pojadę. - Odparłem.
- Nie ! - Krzyknęła do słuchawki, aż się przestraszyłem. - Znaczy wolę aby Ramallo mnie odebrał, jakbyś zapomniał dalej mam uraz po tobie Jeremiasie... - Rozłączyła się. Spojrzałem znów na ekran telefonu i faktycznie pisało tam "Violetta" a nie "Angie". Siadając na kanapę poinformowałem współpracownika o Violi.
- Ok, ale... Zanim wyjdę chcę wiedzieć czemu sądziłeś że Angeles do ciebie dzwoni ? Tyle mówisz że to przez ciebie, a teraz myślałeś że... - Znudzony paplaniną menedżera wszedłem na górę zamykając się. "Walnąłem" się na łóżku spoglądając w sufit.
"rompí todo
No pongas nada
¿Qué puedo hacer yo
No pongas nada
¿Qué puedo hacer yo
Dime!"
Nuciłem bez sensu. Przypomniałem sobie dawne czasy z nią.





Było tak cudownie...





Było tak cudownie...
Po niej mam tylko wspomnienia i to mrowienie w ustach kiedy po raz pierwszy mnie pocałowała.
Powinienem teraz być przy niej, przytulać ją, pocieszać, szeptać słodkie słówka... Zaraz ! Co ja gadam ?! W sumie...
Chyba już sam nie wiem co myśleć... Pogrążony myślami zasnąłem, odpłynąłem do świata fantazji gdzie zawsze było idealnie.
"Spojrzałem w niebo, żadna chmura nie chciała przyćmić błękitnego
koloru. Słońce grzało, rzucało swoje promienie na moją twarz. Spojrzałem
przed siebie... Była tam siedziała pośród chabrami robiąc wianki. Jaśniała jak nigdy dotąd.
Podszedłem i usiadłem obok niej. Podarowała mi jeden wianek zakładając mi go na głowę.
Nic nie mówiła tylko zachichotała, uśmiechając się i wystawiając rząd lśniących zębów.
Otworzyłem usta by zacząć rozmowę.
- Nie przepraszaj. - Odparła. - Nie potrzebuję tego żeby wiedzieć że żałujesz... Spójrz tam. - Wskazała na niebo. Na nim powstał obraz smutnej Angeles spoglądającą na miasto. - Ja też tęsknie. Lecz przyznać tego nie umiem... Nie obwiniaj się, to moja decyzja ja uciekłam, nie ty. - Złapała mnie za ręce. Nagle moją duszę wypełniło szczęście i kąciki mych ust podniosły się do góry. Momentalnie poziom endorfiny we krwi podskoczył do góry. - Tego pragnę... - Znów zaczęła. - Twego uśmiechu... Obiecaj mi jedno, czekaj... Czekaj na mnie. Ja wrócę, wrócę tu gdyż już nie wytrzymam. Bądź silniejszy ode mnie i zaczekaj... Nie zapomnij. - Znikła...
Tak samo mój sen, podniosłem się do pozycji siedzącej myśląc o tym co chce mi przekazać sen. Zmarszczyłem brwi gdyż w ręku trzymałem jej zdjęcie a w lewej dłoni ściskałem telefon. "Nie" szepnąłem do siebie "Nie jestem gotowy". Odparłem znów i zszedłem na dół.
Kto nie może się doczekać ? 1 odc. 2 sez ? :)
Ściskam Nefii <3
Ps: Zapro ---> Angeles
Ps: Zapro ---> Angeles
Cudowne.:) Nasza biedna Angeles..: C Szczerze to nie wiem,czy będę oglądać drugi sezon.Nie mam chyba na niego siły..
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
ROZDZIAŁ! Tak, Diego Ramos piękni sobie włoski ułożył XD Szkoda, że tutaj też Angie wyjechała :(
OdpowiedzUsuńNiech Diego sobie tak włoski ułoży do serialu Mmm... Rozdział super kiedy next ????
OdpowiedzUsuńPS.: czy według was on jest przystojny i nie wygląda na 40stke tylko najwyżej 35 ???
super że wróciłaś super rozdział czekam na nexta
OdpowiedzUsuń