W pewnym momencie uniosłam powieki. Blade ściany, półki przepełnione strzykawkami, lekami i te maszyny, podłączone do mnie. Sama kroplówka mnie przeraża, a co dopiero to co ujrzałam. Po - Miała pani szczęście że przeżyła. - Mówił facet grzebiąc w szafkach. To były pierwsze słowa które do mnie dotarły po ich przybyciu. "Mogłam umrzeć..." Przeleciało mi przez głowę. - Lepiej aby pani teraz porządnie odpoczywała. - Dalej coś gadał, lecz ja znów się wyłączyłam i poleciałam myślami do innego świata. Kilka minut później leżałam samotnie w pomieszczeniu, nasłuchując się śpiewom ptaków, dźwięki nadlatywały z okna, które Jackie* otworzyła mi abym zaczerpnęła świeżego powietrza. Spokojne poćwierkiwanie rozluźniało mnie, automatycznie kąciki ust powędrowały ku górze. Nie mogłam się doczekać kiedy znów spojrzę swojej siostrzenicy w oczy... Tak za nią tęsknie... Usłyszałam nagle ciche pukanie, zdziwiłam się kto to, po chwili wyjaśniło się to gdyż do sali wszedł Pablo. W ręku trzymał białego pluszowego misia, posłał mi ciepły uśmiech, przez który jeszcze bardziej poczułam wzrost endorfiny we krwi.
- Witaj... - Powiedział. Dopiero po chwili zauważyłam że na jego głowie trzyma się bandaż.- Co ci się stało ? - Spytałam dotykając jego policzka.
- Nic poważnego, później wyjaśnie... Jak się czujesz ? - Przeraził mnie jego kompres, lecz po chwili zmieniliśmy temat i dał mi do rąk miśka. Jego miękkie futerko, sprawiało iż znów odpłynęłam do swoich przemyśleń. Gdy się obudziłam on ściskał moją dłoń, ocierając ją palcami. - Obyś jak najszybciej wyszła... - Odparł.
- Tak... Nie powinieneś być czasem w Stud!u ? - Spojrzałam na niego pytająco. Przytaknął, lecz powiedział że "nie będzie sobie teraz zaprzątał tym głowy". Powiedzmy że "kazałam" mu iść do uczelni, gdyż uczniowie go potrzebują. Gdy udawał się do drzwi dodałam aby przesłał pozdrowienia ode mnie, dzieciakom. Znów zostałam sama w smutnym pomieszczeniu, odstawiłam pluszaka na bok i patrząc na swoje ręcę, zaczęłam nucić dotąd nieznaną mi piosenkę. Chciałam natychmiast zapisać tekst, ale w pobliżu nie miałam długopisu, nie mówiąc już o kartce. Po chwili znów usłyszałam otwierające się drzwi, widząc Germana serce zaczęło mi mocniej bić. Zareagował tak jak mój przyjaciel, usiadł koło mnie i zaczął wypytywać. Rozmawialiśmy przez dłuższy czas, opowiadał mi co się dzieję w domu, co On przeżył w tym budynku. W końcu do mojej sali zawitał... Nie powiem, przystojny doktor, który kazał wyjść mojemu szwagrowi. Pocałował mnie w policzek i wyszedł.
- Mąż ? - Zapytał po chwili mężczyzna, notując coś.
- A co ? Potrzebne panu jest ta informacja ? - Spojrzał się na mnie, odrywając wzrok od papierów.
- Bardzo... - Odpowiedział krótko. - Taka kobieta, to się nie dziwie, jakby był to pani partner. - Dodał po chwili. Nie chciałam nic więcej mówić, czułam że ta rozmowa niema sensu... W końcu moje myśli pogrążyła Angelica. Kobieta która na pewno zabiłaby obydwojga, gdyby wiedziała o moim stanie. Mam nadzieję że nigdy się o tym nie dowie...
Jakiś czas później...
Siedziałam właśnie w pokoju który kiedyś należał do mojej siostry. Zawsze tak pięknie mi śpiewała gdy w dzieciństwie siedziałyśmy pod jabłonią, w upalny letni dzień. W sumie zawsze coś nuciła, gdziekolwiek nie była muzyka siedziała jej w głowie. Dotykając palcami tkaniny różowej sukienki znów przywołało u mnie jedno ze wspomnień... I jej pamiętnik, którego za skarby świata nie mogłam czytać, choć tak bardzo mnie karciło. Dlaczego tu jestem? Gdyż dziś mam powiedzieć im o mojej decyzji. Myśl że Maryja jest obok mnie, dodaje mi siły. W pewnej chwili opuściłam pokój i ze spokojem na zewnątrz schodziłam. Tak... Na zewnątrz, gdyż w środku panował chaos. Siedzieli na kanapie a ja się do nich dosiadłam, zaczęłam normalnie ale po chwili język zaczął mi się plątać. Nie umiałam scalić słów i brzmiało to dość dziwnie. Gdy wzięłam głęboki oddech powiedziałam wprost.
- Nie mogę być z żadnym z was... - Wydusiłam. - Jesteście dla mnie ważni obaj, pod wieloma
- Rozumiem, mam nadzieję że nasze relacje nie zmienią się zbytnio. - Przytulił mnie, a ja odwzajemniła uścisk. Cieszy mnie jego reakcja... - No nic, muszę wracać. Widzimy s- Jeśli uważasz... - Zaczął. - Że tak powinno być, to nie pozostało mi nic jak... - I zaciął się. Opuścił wzrok na dębową podłogę. - Dobranoc. - Dopowiedział i po chwili zniknął gdzieś na górze. Wzdychając sama miałam ochotę się położyć, lecz usłyszałam jakiś hałas w kuchni. Wchodząc tam zauważam blondynkę z pudełkiem.
- Aa, em.... No bo Violetta, biedna dziecina, zapomniała swoich notatek i... One są tu. - Wskazała na kolorowe, małe, prostokątne pudło. - No to może ja już pójdę, dobranoc ! - Wystrzeliła i wyszła szybkim krokiem. To było dość podejrzane. Chciałam zajrzeć co tam jest, ale jeżeli jest to Violetty to nie będę jej grzebać. Zostawiłam przedmiot w spokoju i wspięłam się na górę dzięki schodom. Wchodząc do sypialni szybko się przebrałam i zasnęłam...Czułam że się budzę, podrapałam policzek który nieubłaganie mnie swędział. Po chwili uniosłam powieki i zaczęłam się drapać. Nie wiedziałam co się działo, z każdym dotknięciem mojego ciała było coraz gorzej. Wyszłam szybko z pokoju i skierował się na dół, nie ustając z drapaniem.
- Angie, Angie pomóż ! - Wołała moja siostrzenica schodząc za mną. - Co się dzieję ?! - Spytała. Po chwili na dole był już każdy z domowników. Zaczęły się piski... Wszyscy zaczęli chodzić po mieszkaniu bez namysłu, w pewnej chwili wpadłam na Germana. Upadliśmy na podłogę, nasze ciała były zbyt blisko siebie... Czułam jego oddech, wpatrując tak się w swoje oczy wstałam. Rumieniec pochłonął całą moją twarz, wróciłam szybko do pokoju nie zważając już na swędzenie ciała...Tam trzasnęłam niechcącą drzwiami i usiadłam na łóżku... Próbowałam ochłonąć ale nie dano było mi to gdyż po chwili znalazł się w mojej sypialni. Znów odwróciłam się aby nie widział jak się zaczerwieniłam.
- Jesteś zła...? - Spytał.
- Idź... Nic mi nie jest. - Odparłam. Chciał coś powiedzieć ale mu przeszkodziłam. - Na prawdę... Idź już, nie ma o czym gadać. - Otworzyłam drzwi i czekałam aż wyjdzie, niechętnie opuścił mój pokój bez słowa. Zamknęłam wejście i znów położyłam się do łóżka. Z trudem zasnęłam....
(...)Stał przede mną wpatrując się w moje oczy, płakał. Pierwszy raz widziałam ból w jego oczach. Nie potrafiłam nic powiedzieć, chciałam go przytulić ale świadomość tego że z nim już skończyłam nie pozwoliła mi na to. Nic, nie mówiąc odeszłam. Szłam środkiem pustej ulicy z nadzieją, że zaraz przybiegnie do mnie, przytuli mnie i nie pozwoli mi odejść, że znów będzie blisko. Nie wiedziałam, że to było nasze ostanie spotkanie... Odszedł.
Oto nowy rozdział :)
Jakoś udało mi się z tym uwinąć :D
*Jackie - U mnie jest pielęgniarką pracującą w szpitalu.
I jak wam się podoba ? ^_^
Ściskam Nefii ;3
7 kom. = Rozdział :)
Dodaj kolejny proszę!!
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział!!!! DOdawaj szybko nexta! :P
OdpowiedzUsuńJackie piguła? Takiej wredoty to ja się na tym stanowisku nie spodziewałam xD. Smutaśne, zajebiste i w ogóle :
OdpowiedzUsuńŚliczny rozdział. Smutne, ale działa na uczuciach.
OdpowiedzUsuńPliss dalej
OdpowiedzUsuńSuper rozdział , czekam na next !!!
OdpowiedzUsuńWow brak słów jak ty tworzysz ten nastrój co?
OdpowiedzUsuńCudowne :D Podziwiam i czekam na next (a jakże) :D Życzę waćpannie weny! (Hahaha - nie wiem dlaczego, ale waćpanna kojarzy mi się z dziewczyną oblaną wapniem XD)
OdpowiedzUsuń