Szkicowałam ołówkiem na kartce papieru, był weekend, dzień wolny od zmartwień... Leżałam na swoim łóżku i z każdym kolejnym, muśnięciem ołówka o kartkę powiększała się moja fantazja... Póki nie usłyszałam wołania dziewczyny. Niechętnie zeszłam na dół, w salonie znów ujrzałam Davida i oczywiście Nine, która nawoływała. Spytałam o co chodzi...
- Uczę się pewnej piosenki ale nie wiem jak ją dokładnie zaśpiewać. Pomożesz? - Czułam że coś kręci.
- A ty czasem nie miałaś się uczyć tańca?
- Jestem też nauczycielem śpiewu i grania na pianinie. - Odpowiedział za nią mężczyzna, po czym uśmiechnął się.
- To dlaczego pan nie może jej nauczyć? - Splotłam ręce i umieściłam je na klatce piersiowej. Coś kantowali...
- Gdyż... - Zaciął się. - Potrzebny jest do tej piosenki kobiecy, uroczy głos. - Wystrzelił. Nie chcąc już dalej brnąć w tą dyskusję stanęła koło Niny, a On zaczął grać na pianinie. Nie musiałam nic poprawiać, dwunastolatce poszło świetnie, lecz po chwili zniknęła gdzieś w kuchni, pod pretekstem "szklanki wody". Po chwili znów usłyszałam dźwięki z pianina, dającą wspólną całość.
No soy ave para volar,
Y en un cuadro no se pintar
No soy poeta escultor.
Tan solo soy lo que soy.
Zaczął śpiewać, muszę przyznać głos ma świetny.
Las estrellas no se leer,
Y la luna no bajare.
No soy el cielo, ni el sol...
Tan solo soy.
Przyłączyłam się, gdyż kochałam tą piosenkę i nie mogłam się oprzeć.
(...) Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee eê
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción,
Y tallarme en tu voz.
Nasze głosy się skumulowały i kąciki ust zaczęły unosić się ku górze...
Gdy skończyliśmy nadal na siebie patrzyliśmy, aż w końcu usłyszałam czyjejś chrząkniecie. Podnosząc wzrok zobaczyłam wszystkich domowników, w tym Germana ze smutną miną.
- Jak skończyliście, to dziękujemy, ale ja muszę ćwiczyć. - Powiedziała Nina. Spoglądając na szwagra odeszłam do kuchni. Czułam że robię mu krzywdę, skończyłam z nim ale... Jednak chciałam podejść do niego, przytulić go i powiedzieć "Nie bądź zazdrosny, tylko ciebie kocham." Dlaczego nie mogę tego zrobić ? Bo po prostu komplikuję swoje życie a mogłabym je uprościć, mówiąc zwyczajne dwa słowa, znaczące tak wiele... Usiadłam na krześle i opierając głowę o rękę rozmyślałam.
- "Powiedz mu... To tylko dwa słowa, kilka kroków do jego gabinetu. Powiedz ! Powiedz !" - Odezwało się moje sumienie. - "Czujesz coś do Niego, On do Ciebie... Czy tak trudno przyznać się do miłości ? Przecież On już wyznał że cię kocha. Zrób to, biegnij, rzuć się na szyję, pocałuj, wyznaj..." - Moje wewnętrzne ja ma racje... Ale chyba odebrało mi śmiałości, jak nastolatce której spodobał się chłopak i boi się jego reakcji. Jestem dorosła ! A zachowuję się jak dziecko... Poszłam na górę, w salonie olewałam spojrzenia domowników. Po prostu wspięłam się do swojego pokoju a tam wyjęłam kartkę i zaczęłam pisać.
"Piszę ten list ponieważ, nie potrafię inaczej. Zwykłe dwa słowa do ciebie ślę "Kocham cię". Nie chcę abyś w wątpił w nie, po prostu tęsknie... Twoja bliskość zawsze uspokaja mnie, a teraz ? Nie posiadam jej bo chciałam się wyrzec miłości do ciebie. Teraz wiem że to nie jest sposób, wybacz że tyle bólu ci zadałam i mam nadzieję, że mi wybaczysz. Przepraszam.
Na zegarze było widać już prawie 23, Violetta wraz z Niną pewnie już spały. W całym domu panowała niezmierna cisza... Zapukałam do drzwi jego gabinetu, nikt mi nie odpowiedział więc weszłam do środka. Było tak jak się tego spodziewałam, nie było go, więc położyłam owy list na biurku i udałam się do salonu. Akurat pan domu schodził na dół, ominęłam go mówiąc cicho "Dobranoc". Odpowiedział tym samym. W swoim pokoju nie mogłam usiedzieć... "Może nie powinnam w ogóle go pisać ?!", "Odbiło mi ?!". Zaczęło po głowie wędrować mi różne myśli, usiadłam w końcu na łóżku i opierając się plecami o ścianę zamknęłam oczy. Po 5 minutach usłyszałam delikatnie pukanie do drzwi.
- Proszę... - Powiedziałam nieśmiało a do pokoju wszedł inżynier, trzymając w ręcach otwarty już list. Wzięłam głęboki oddech i czekałam aż coś powie. Usiadł obok i ciągle patrzył się na mnie. Nastała niezręczna cisza, albo ja znów nie mogłam usłyszeć słów gdyż zatopiłam się w jego oczach.
- Zawsze ci wybaczę... - Złapał moją dłoń. - Nie ważne co zrobisz, zawsze... Rozumiesz ? - Ściskał ją, plotąc swoje palce z moimi. - Razem przez to przejdziemy, zawsze... Nie opuszczę cię... Zbyt wiele znaczysz dla mnie, abym mógłbym się gniewać. - W pewnej chwili pocałowałam go w policzek, będąc tak blisko siebie złączyliśmy swoje usta. Oboje tego chcieliśmy, nie można zaprzeczyć uczuciu które w nas tkwi... Delikatnie oddawaliśmy kolejne muśnięcia wargami. Stawaliśmy się coraz bardziej namiętni... Nie chcieliśmy kończyć... Ale w pewnej chwili usłyszałam cudowną melodię.
- Słyszysz ? - Spytaliśmy jednocześnie. Wstaliśmy i udaliśmy się na dół... Nikogo tam nie było. To było dość dziwne, szwagier podszedł do pianina i zasiadł do niego. Ja zrobiłam to samo, siedząc koło niego gapiłam się w klawisze. Coś ruszyło moje palce i zaczęłam grać, mój inżynier robił to samo ale... Moje palce same wędrowały po klawiszach, nie kontrolowałam tego. Na początku się przestraszyłam, ale po chwili nasłuchując się temu co razem tworzymy uszczęśliwiło mnie...
Zapowiedziano znów koniec świata
Ludzie widzieli znaki na niebie
A ja z radością na koniec świata,
Na koniec świata biegnę do Ciebie, do Ciebie, do Ciebie…
Zaczął śpiewać, uśmiech wystąpił na mojej twarzy słuchając jego głosu.
Świat się nie kończy, świat się zaczyna
Miłość to świata sens i przyczyna
Dopóki kocha się dwoje ludzi
Słońca na niebie Bóg nie ostudzi
Dopóki kochasz mnie a ja Ciebie
Bóg nie zagasi słońca na niebie
Dopóki miłość nas dwoje łączy
Świat się zaczyna, świat się nie kończy
Świat się zaczyna, świat się nie kończy
Dołączyłam się do niego a po chwili zamilkliśmy. Ręce już nie latały po pianinie, tak samo Germana. Dalszych słów już nie śpiewaliśmy... Wymieniliśmy spojrzenia tylko spojrzenia.
- Dobra... To było dziwne... - Odparłam wstając.
- Ale piękne... - Dodał robiąc to co ja. Złapał mnie za ręce i przez chwilę tak patrzyliśmy na siebie. Jego słodki iskierki w oczach tak mnie przyciągały że stając na palcach znów go pocałowałam. Może trwało to zaledwie 2 sekundy ale i tak czułam dopełnienie w sercu.
- Pójdę już spać, jest późno... - Dodałam po chwili. Pokiwał głową i całując mnie w czoło powiedział "Dobranoc". Puściłam jego dłonie i poszłam do pokoju...
Rano obudziłam się wesoła i pełna życia. To ostatni dzień weekendu, trzeba go wykorzystać... Dopełniona zszedłam na dół na śniadanie, koło stołu jak zawsze zasiedli domownicy. Usiadłam koło Violetty i zaczęliśmy śniadanie. Oczywiście nie obyło się bez spoglądania na siebie z Germanem. Jak wszyscy byli tak wybyli, Violetta do przyjaciół, Nina do pokoju, tam tworząc swoje wymysły a Olga i Ramallo jak zawsze się kłócili... W salonie zostałam tylko ja i inżynier...
- Masz ochotę gdzieś wyjść ? - Spytał
- A gdzie?
- Zobaczy się... To jak? - Pokiwałam głową, a potem tylko wzięłam torebkę, ubrałam płaszcz i wyszliśmy. Trzymając swoje dłonie poszliśmy na przyjemny spacer po parku... Liście o tej porze roku, przybrały ciepłe barwy, powoli spadały z gałęzi na ziemię dając efekt jak z bajki... Pomimo chłodnego wiatru, moje ciało ogrzewało jego ciepło *dostarczane z rąk... W pewnej chwili poczułam
jego wargi na mojej skroni, próbowałam ignorować jego mruczenie aby się nie zarumienić... Każde zbliżenie do mojej osoby z jego strony powodowało u mnie ciarki. Potem przyciągnął mnie na festyn... Ah, tyle cudownych kolorów, które rozpromieniają człowieka ! Do nozdrzy od razu wdarł mi się zapach popcornu i waty cukrowej... Wędrowaliśmy pomiędzy straganami wsłuchując się w przyjemną muzykę, przy której nogi same się rwały. Wokół rozbrzmiewały śmiechy, chichoty, innym słowem wszyscy byli szczęśliwy, a mi wielką radość daje uśmiech na twarzy, może to tak nie wiele... W pewnym momencie znaleźliśmy się koło fontanny, a po chwili podszedł do nas jakiś starzec i zaczął o niej opowiadać. Kiedyś bym powiedziała że nosi sukienkę ale miał na sobię szatę, z delikatnego włókna, barwa tej odzieży była strasznie jaskrawa... Na głowie posiadał różniący się kolorem kapelusz, a na rękach bransolety. Pośród jego zmarszczek zdołałam uchwycić szczery uśmiech, jednakże niezdążyłam wysłuchać starszego pana gdyż German wrzucił mnie do fontanny. Oczywiście pociągnęłam go za sobą nie mogąc powstrzymać śmiechu...
- I właśnie to jest to ! - Powiedział siwowłosy facet i zniknął gdzieś w głąb ludzi. Wymieniliśmy z inżynierem porozumiewawcze spojrzenia i znów wybuchliśmy śmiechem. Najpierw wstał a potem podał mi rękę, za którą chwyciłam.
- Robi się późno... Wracamy ?
- Jasne. - Odpowiedziałam śmiało. Droga do domu w ogóle nam się nie dłuża, mimo iż ciągle zwalnialiśmy kroku. Cudownie mi się z nim rozmawia, nigdy nie dostrzegłam tego wcześniej ale w pewnym momencie zauważyłam na jego szyi napis. - Tatuaż ? - Spytałam dotykając go.
- Mm, tak... Zrobiłem go dość dawno... - Odparł z niechęcią.
- "Nie potrzebuję słońca, gdyż ty rozpromieniasz mój świat."... - Przeczytałam na głos, uśmiechając się. - Słodkie... - Dopowiedziałam po chwili. Spojrzał na mnie niepewnie.
- German ! - Usłyszeliśmy donośny głos. Odwracając się ujrzałam...
Kogo ?
Ściskam Nefii
* - Jeśli ktoś nie zrozumiał, to spoko ja sama nie ogarnęłam co napisałam xD
I jak ? Czy was też serce boli po Gesmeraldzie w serialu ? Mnie bardzo... ;/
Ps; 9 kom = New Rozdział
- Uczę się pewnej piosenki ale nie wiem jak ją dokładnie zaśpiewać. Pomożesz? - Czułam że coś kręci.
- A ty czasem nie miałaś się uczyć tańca?
- Jestem też nauczycielem śpiewu i grania na pianinie. - Odpowiedział za nią mężczyzna, po czym uśmiechnął się.
- To dlaczego pan nie może jej nauczyć? - Splotłam ręce i umieściłam je na klatce piersiowej. Coś kantowali...
- Gdyż... - Zaciął się. - Potrzebny jest do tej piosenki kobiecy, uroczy głos. - Wystrzelił. Nie chcąc już dalej brnąć w tą dyskusję stanęła koło Niny, a On zaczął grać na pianinie. Nie musiałam nic poprawiać, dwunastolatce poszło świetnie, lecz po chwili zniknęła gdzieś w kuchni, pod pretekstem "szklanki wody". Po chwili znów usłyszałam dźwięki z pianina, dającą wspólną całość.
No soy ave para volar,
Y en un cuadro no se pintar
No soy poeta escultor.
Tan solo soy lo que soy.
Zaczął śpiewać, muszę przyznać głos ma świetny. Las estrellas no se leer,
Y la luna no bajare.
No soy el cielo, ni el sol...
Tan solo soy.
Przyłączyłam się, gdyż kochałam tą piosenkę i nie mogłam się oprzeć.
(...) Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee eê
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción,
Y tallarme en tu voz.
Nasze głosy się skumulowały i kąciki ust zaczęły unosić się ku górze...
Gdy skończyliśmy nadal na siebie patrzyliśmy, aż w końcu usłyszałam czyjejś chrząkniecie. Podnosząc wzrok zobaczyłam wszystkich domowników, w tym Germana ze smutną miną.
- Jak skończyliście, to dziękujemy, ale ja muszę ćwiczyć. - Powiedziała Nina. Spoglądając na szwagra odeszłam do kuchni. Czułam że robię mu krzywdę, skończyłam z nim ale... Jednak chciałam podejść do niego, przytulić go i powiedzieć "Nie bądź zazdrosny, tylko ciebie kocham." Dlaczego nie mogę tego zrobić ? Bo po prostu komplikuję swoje życie a mogłabym je uprościć, mówiąc zwyczajne dwa słowa, znaczące tak wiele... Usiadłam na krześle i opierając głowę o rękę rozmyślałam.
- "Powiedz mu... To tylko dwa słowa, kilka kroków do jego gabinetu. Powiedz ! Powiedz !" - Odezwało się moje sumienie. - "Czujesz coś do Niego, On do Ciebie... Czy tak trudno przyznać się do miłości ? Przecież On już wyznał że cię kocha. Zrób to, biegnij, rzuć się na szyję, pocałuj, wyznaj..." - Moje wewnętrzne ja ma racje... Ale chyba odebrało mi śmiałości, jak nastolatce której spodobał się chłopak i boi się jego reakcji. Jestem dorosła ! A zachowuję się jak dziecko... Poszłam na górę, w salonie olewałam spojrzenia domowników. Po prostu wspięłam się do swojego pokoju a tam wyjęłam kartkę i zaczęłam pisać.
"Piszę ten list ponieważ, nie potrafię inaczej. Zwykłe dwa słowa do ciebie ślę "Kocham cię". Nie chcę abyś w wątpił w nie, po prostu tęsknie... Twoja bliskość zawsze uspokaja mnie, a teraz ? Nie posiadam jej bo chciałam się wyrzec miłości do ciebie. Teraz wiem że to nie jest sposób, wybacz że tyle bólu ci zadałam i mam nadzieję, że mi wybaczysz. Przepraszam.
Angie."
Kończąc list miałam go zamiar wyrzucić, był tak bezsensowny... Zniechęcona chwyciłam go w dłonie i składając papier, włożyłam go do kieszeni...Na zegarze było widać już prawie 23, Violetta wraz z Niną pewnie już spały. W całym domu panowała niezmierna cisza... Zapukałam do drzwi jego gabinetu, nikt mi nie odpowiedział więc weszłam do środka. Było tak jak się tego spodziewałam, nie było go, więc położyłam owy list na biurku i udałam się do salonu. Akurat pan domu schodził na dół, ominęłam go mówiąc cicho "Dobranoc". Odpowiedział tym samym. W swoim pokoju nie mogłam usiedzieć... "Może nie powinnam w ogóle go pisać ?!", "Odbiło mi ?!". Zaczęło po głowie wędrować mi różne myśli, usiadłam w końcu na łóżku i opierając się plecami o ścianę zamknęłam oczy. Po 5 minutach usłyszałam delikatnie pukanie do drzwi.
- Proszę... - Powiedziałam nieśmiało a do pokoju wszedł inżynier, trzymając w ręcach otwarty już list. Wzięłam głęboki oddech i czekałam aż coś powie. Usiadł obok i ciągle patrzył się na mnie. Nastała niezręczna cisza, albo ja znów nie mogłam usłyszeć słów gdyż zatopiłam się w jego oczach.
- Zawsze ci wybaczę... - Złapał moją dłoń. - Nie ważne co zrobisz, zawsze... Rozumiesz ? - Ściskał ją, plotąc swoje palce z moimi. - Razem przez to przejdziemy, zawsze... Nie opuszczę cię... Zbyt wiele znaczysz dla mnie, abym mógłbym się gniewać. - W pewnej chwili pocałowałam go w policzek, będąc tak blisko siebie złączyliśmy swoje usta. Oboje tego chcieliśmy, nie można zaprzeczyć uczuciu które w nas tkwi... Delikatnie oddawaliśmy kolejne muśnięcia wargami. Stawaliśmy się coraz bardziej namiętni... Nie chcieliśmy kończyć... Ale w pewnej chwili usłyszałam cudowną melodię.
- Słyszysz ? - Spytaliśmy jednocześnie. Wstaliśmy i udaliśmy się na dół... Nikogo tam nie było. To było dość dziwne, szwagier podszedł do pianina i zasiadł do niego. Ja zrobiłam to samo, siedząc koło niego gapiłam się w klawisze. Coś ruszyło moje palce i zaczęłam grać, mój inżynier robił to samo ale... Moje palce same wędrowały po klawiszach, nie kontrolowałam tego. Na początku się przestraszyłam, ale po chwili nasłuchując się temu co razem tworzymy uszczęśliwiło mnie...
Zapowiedziano znów koniec świata
Ludzie widzieli znaki na niebie
A ja z radością na koniec świata,
Na koniec świata biegnę do Ciebie, do Ciebie, do Ciebie…
Zaczął śpiewać, uśmiech wystąpił na mojej twarzy słuchając jego głosu.Świat się nie kończy, świat się zaczyna
Miłość to świata sens i przyczyna
Dopóki kocha się dwoje ludzi
Słońca na niebie Bóg nie ostudzi
Dopóki kochasz mnie a ja Ciebie
Bóg nie zagasi słońca na niebie
Dopóki miłość nas dwoje łączy
Świat się zaczyna, świat się nie kończy
Świat się zaczyna, świat się nie kończy
Dołączyłam się do niego a po chwili zamilkliśmy. Ręce już nie latały po pianinie, tak samo Germana. Dalszych słów już nie śpiewaliśmy... Wymieniliśmy spojrzenia tylko spojrzenia.
- Dobra... To było dziwne... - Odparłam wstając.
- Ale piękne... - Dodał robiąc to co ja. Złapał mnie za ręce i przez chwilę tak patrzyliśmy na siebie. Jego słodki iskierki w oczach tak mnie przyciągały że stając na palcach znów go pocałowałam. Może trwało to zaledwie 2 sekundy ale i tak czułam dopełnienie w sercu.
- Pójdę już spać, jest późno... - Dodałam po chwili. Pokiwał głową i całując mnie w czoło powiedział "Dobranoc". Puściłam jego dłonie i poszłam do pokoju...
Rano obudziłam się wesoła i pełna życia. To ostatni dzień weekendu, trzeba go wykorzystać... Dopełniona zszedłam na dół na śniadanie, koło stołu jak zawsze zasiedli domownicy. Usiadłam koło Violetty i zaczęliśmy śniadanie. Oczywiście nie obyło się bez spoglądania na siebie z Germanem. Jak wszyscy byli tak wybyli, Violetta do przyjaciół, Nina do pokoju, tam tworząc swoje wymysły a Olga i Ramallo jak zawsze się kłócili... W salonie zostałam tylko ja i inżynier...
- Masz ochotę gdzieś wyjść ? - Spytał
- A gdzie?
- Zobaczy się... To jak? - Pokiwałam głową, a potem tylko wzięłam torebkę, ubrałam płaszcz i wyszliśmy. Trzymając swoje dłonie poszliśmy na przyjemny spacer po parku... Liście o tej porze roku, przybrały ciepłe barwy, powoli spadały z gałęzi na ziemię dając efekt jak z bajki... Pomimo chłodnego wiatru, moje ciało ogrzewało jego ciepło *dostarczane z rąk... W pewnej chwili poczułam
jego wargi na mojej skroni, próbowałam ignorować jego mruczenie aby się nie zarumienić... Każde zbliżenie do mojej osoby z jego strony powodowało u mnie ciarki. Potem przyciągnął mnie na festyn... Ah, tyle cudownych kolorów, które rozpromieniają człowieka ! Do nozdrzy od razu wdarł mi się zapach popcornu i waty cukrowej... Wędrowaliśmy pomiędzy straganami wsłuchując się w przyjemną muzykę, przy której nogi same się rwały. Wokół rozbrzmiewały śmiechy, chichoty, innym słowem wszyscy byli szczęśliwy, a mi wielką radość daje uśmiech na twarzy, może to tak nie wiele... W pewnym momencie znaleźliśmy się koło fontanny, a po chwili podszedł do nas jakiś starzec i zaczął o niej opowiadać. Kiedyś bym powiedziała że nosi sukienkę ale miał na sobię szatę, z delikatnego włókna, barwa tej odzieży była strasznie jaskrawa... Na głowie posiadał różniący się kolorem kapelusz, a na rękach bransolety. Pośród jego zmarszczek zdołałam uchwycić szczery uśmiech, jednakże niezdążyłam wysłuchać starszego pana gdyż German wrzucił mnie do fontanny. Oczywiście pociągnęłam go za sobą nie mogąc powstrzymać śmiechu...- I właśnie to jest to ! - Powiedział siwowłosy facet i zniknął gdzieś w głąb ludzi. Wymieniliśmy z inżynierem porozumiewawcze spojrzenia i znów wybuchliśmy śmiechem. Najpierw wstał a potem podał mi rękę, za którą chwyciłam.
- Robi się późno... Wracamy ?
- Jasne. - Odpowiedziałam śmiało. Droga do domu w ogóle nam się nie dłuża, mimo iż ciągle zwalnialiśmy kroku. Cudownie mi się z nim rozmawia, nigdy nie dostrzegłam tego wcześniej ale w pewnym momencie zauważyłam na jego szyi napis. - Tatuaż ? - Spytałam dotykając go.
- Mm, tak... Zrobiłem go dość dawno... - Odparł z niechęcią.
- "Nie potrzebuję słońca, gdyż ty rozpromieniasz mój świat."... - Przeczytałam na głos, uśmiechając się. - Słodkie... - Dopowiedziałam po chwili. Spojrzał na mnie niepewnie.
- German ! - Usłyszeliśmy donośny głos. Odwracając się ujrzałam...
Kogo ?
Ściskam Nefii
* - Jeśli ktoś nie zrozumiał, to spoko ja sama nie ogarnęłam co napisałam xD
I jak ? Czy was też serce boli po Gesmeraldzie w serialu ? Mnie bardzo... ;/
Ps; 9 kom = New Rozdział
Pieeerwsza :))) hehehe chociaz tu germangie...<3 oby tak dalej...hmm....kogo mogli ujrzec ?? Babcie Bruhlinde ?? Nine ?? Violke ?? Cant wait next :) Bella in Love
OdpowiedzUsuńMnie tez serce boli :D Mogli ujrzeć... Harrego! Stop, nie ten film... :D Cudowne :D Jak zwykle pozdrawiam, podziwiam, itd. B. (Ach, moje lenistwo)
OdpowiedzUsuńStrasznie mnie serce boli. Zaczynam wyzywać ją. Choć to trochę dziwnie wygląda jak gadam do telewizora. Rozdział cudny. Czekam na następny.
OdpowiedzUsuńesmeralda nie zasługuje na dużą literę, co z tego że ortografia xD. 'Mój inżynier' Uhuhuhu ^^
OdpowiedzUsuńNext
OdpowiedzUsuńsuper
OdpowiedzUsuńrozdział boski <3 a serduszko mnie boli jak nie wiem co :( może życie nie traci sensu tylko przez twoje opowiadania :)
OdpowiedzUsuńSuper
OdpowiedzUsuńChcę next
extra dawaj nastepnego
OdpowiedzUsuńPiękne Germangie. Niewyobrażalnie brakuje mi go w serialu. Kocham. <3
OdpowiedzUsuńJa chcę Geramangie w serialu. Kurde ja nie czaję ludzi, którzy mówią że Geramangie jest obrzydliwe bo Geraman jest trochę więcej starszy od Angie, ja tam uwaażam że miłość nie wybiera.
OdpowiedzUsuńTaaak....nie ogarniam jak mozna byc tak płytkim zeby zwracac uwage na wiek ?? I na to ze sa jakas tam rodzina w sumie , no ale Maria nie zyje wiec nie widze w tym nic niestosownwgo . Bella in Love
Usuńboooski wygląd blooga <333 Halloweeen ♥
OdpowiedzUsuń