7/29/2013

Rozdział 7.

"Wszystko się sypie..." 

Do pokoju wparowała Angelica wraz z Jade, German wstał i staliśmy tak bezruchu nie wiedzieliśmy co powiedzieć, ja z takiej racji że wiedziałam iż Jade zrobi mi z życia piekło.
- Czy to były oświadczyny ?! - Dopytywała się starsza kobieta.
- No przyznajcie się ! - Wybuchła Jade, ciągle czułam jej wzrok na mnie.
- To nie tak... - Powiedzieliśmy jednocześnie
- Jak możesz zdradzać Pabla Angie ? - Gdy to powiedziała myślałam że zaraz się zapadnę pod ziemię, nagle w drzwiach stanął Pablo.
- Hej, co się dzieje ?
- Angie cię zdradza - Na te słowa wszyscy spojrzeli na mnie
- Jesteście razem ? - Spytał zdziwiony German
- Nie...
- Nie ?! - Krzyknęła Angelica
- Znaczy tak !
- Co ?
- Znaczy.... Eh... Dajcie spokój ! - Wybiegłam z mieszkania nie chciałam z nikim rozmawiać, moją głowę przepełniały myśli, co powiem im jak wrócę tam ? A co powiem Pablowi ?  Szłam, szłam i nawet nie wiedziałam gdzie, znalazłam się koło jakiegoś starego budynku więc postanowiłam tam wejść. Siedziałam tam dość długo, chyba do 23. Co chwilę dzwonili do mnie German i Pablo ale nie miałam ochoty rozmawiać z nimi, cały budynek pogrążył się w zupełniej ciemności, więc włączyłam latarkę w komórce, było zbyt ciemno żeby wracać postanowiłam zostać, trochę się bałam. Mniej więcej o 3 nad ranem usłyszałam szczekanie psa, wstałam otarłam oczy i poszłam w kierunku odgłosów, zobaczyłam małego labradora był cały w ranach trochę pokaleczony został przywiązany do metalowej rury. Szkoda mi go było, więc odwiązałam sznur i od razu rzucił mi się na ręce zaczął szczekać, merdać ogonem był po prostu szczęśliwy. Postanowiłam zaopiekować się nim przy nim czułam się jakby bezpieczniej. Już o godz. 6:30 próbowałam się pomału ogarnąć, chodząc po ruinie znalazłam jeden mały zlew akurat działam przemyłam buzie osuszyłam ją moją chustą która i tak była już prawie cała we krwi od psiaka. Nie miałam jak umyć zębów więc tylko wzięłam kilka miętówek, poszłam na przystanek autobusowy z małym i pojechałam do centrum postanowiłam dostać się tam za pomocą autobusu. Wsiadłam gdy spojrzałam do środka chciało mi się zwracać klimat był niezbyt przyjemny. Na oko nie było już miejsc ale po przeszukaniach znalazłam swój kąt, autobus gwałtownie zahamował myślałam że zaraz wypadnę... To nie była moja ulubiona podróż, na dodatek przysiadł się do mnie otyły facet. Wydzielał odór którego się nie spodziewałam, myślałam że zaraz zemdleje, do transportu dosiadła się też starsza pani więc pomyślałam że ustąpię jej miejsca. Już nie wytrzymywałam na tym siedzeniu, więc zapytałam kobietę czy chce usiąść lecz ona odmówiła, choćbym nie wiadomo co robiła ona nie miała zamiaru siąść i w ten sposób dalej tam cierpiałam. Po chwili podeszła do mnie kolejna siwowłosa staruszka, od razu na mnie naskoczyła.
- Co za bezczelność nie ustąpić miejsca starszym i schorowanym osobą !
- Ja chciałam ustąpić tej pani miejsca ale się nie zgadzała może pani...
- Teraz psy są ważniejsze od starców ! - Wydarła się na mnie nie pozwalając mi dokończyć zdania. Jakiś chłopak odpowiedział na jej słowa.
- Może dlatego że psy nie użalają się nad sobą i nie naskakują na każdą osobę w autobusie ! One po prostu gdy nie mają miejsca siedzą na podłodze... Może pani też się przerzuci ?
- Ty-ty mały lepiej się nie odzywaj ty-ty mały gówniarzu ty !
- Niech pani nie przesadza, ma pani chyba mały poziom. - Rzekła ciężarna
- Wolę mieć mały niż nie mieć go w ogóle, a ty lepiej zajmij się swoim dzieckiem w tym bębnie -Potem zdawało mi się że połowa autobusu zaczęła najeżdżać na tą babę.
- Ej ! - Wrzasnęłam po czym wszyscy umilkli.
- Nie dajcie się sprowokować poza tym uważajcie na nią może was zabić swoją laską. - Zachichotałam po czym wybiegłam z autobusu, ponieważ już był mój przystanek. Gdy byliśmy już bezpiecznie daleko od miejsca w którym poznałam tą kobietę postawiłam Carlo na nagrzany od słońca asfalt, żeby zaczął się mnie trzymać. A no tak... Zapomniałam postanowiłam go nazwać ! Carlo. Przez całą drogę dotrzymywał mi kroku lecz niestety przez chwilę mojej nieuwagi pokaleczył sobie przednią prawą łapę, nadział się na metalowy pręt. Krew zaczęła mu lecieć więc wyjęłam chusteczkę higieniczną z torebki i przytrzymywałam ją przy łapie szczeniaka. Na szczęście klinika była tuż zza rogiem, weszłam do środka... Nikogo nie było ? Okazało się że zamykając, ja przekonując że mój pupil pokaleczył sobie bardzo łapę nałożyli mu tylko bandaż. Gdy schodziłam po schodach pomyślałam o jedzeniu przez całą drogę dręczył mnie głód, gdy tak się rozmyślałam z ręki uciekł mi psiak i popędził w kierunku ruchliwej ulicy.
- Nie ! - Krzyknęłam ale on już się na niej znajdował, usłyszałam tylko piski opon i jęk Carlo. W tym momencie moje ciało przepełniło się smutkiem, żalem a najbardziej słonymi łzami które ciekły mi po twarzy...

R.I.P + Módlmy się o Carlo -.-
Hmm... Ten rozdział jakiś smutny jest... Widocznie tak miało być... Wiem że takiego opowiadania sie nie spodziewaliście ale mam fantazje czasem ;)
Zapraszam na 8 rozdział !

Nefii

4 komentarze:

  1. Ej ja płaczę przez ciebie !
    Co narobiłaś!?
    Rozdział smutny !
    Jak mi zepsujesz Germangie to cię zabije !!!


    /Oliwia :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej czekaj na 8 rozdział... Boję się ciebie :P 8 będzie raczej lepszy ^.^

      Usuń
  2. Biedny psiaczek. :<
    Rozdział ładny, tylko taki smutny.
    Kiedy kolejny?

    Zapraszam do nas : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie to chyba przez to że choruje... :/ Chyba dziś o 12 Chętnie zajrzę ;)

      Usuń

Twój komentarz daje mi szczęście. :)

Obserwatorzy

Layout by Yassmine