- Cześć Angie! - najwidoczniej moja siostrzenica miała wręcz odwrotny humor. Cała promieniała. Po przepełnionym uczuciami uścisku chciała chyba coś dopowiedzieć, lecz przeszkodziła jej komórka. - Przepraszam to Federico. Halo? Hej! Tak właśnie miałam zadzwonić... - odeszła w stronę tarasu przyciskając do ucha telefon. Przypomniał mi się jej uśmiech przed chwilą i niekontrolowanie zaczęłam szczerzyć się do tosta z dżemem. Nim zdążyłam go ugryźć, ktoś mi go wyrwał z ręki.
- O dzięki. Wracając! To nie moja wina że nie powiedziałeś mi jak się wkłada klucz. Te drzwi miały coś w sobie takiego że pewnie to nawet nie moja wina, tylko same się uszkodziły.
- Zapowiada się super. - szepnęłam próbując zachować dobry nastrój w sobie
Głęboki westchnienie Olgi dało mi do myślenia że zaraz pora na rozmowę. Rozwieszała właśnie mokre pranie. Widziałam jak powoli marszczy jej się czoło, może przez to rażące słońce dzisiejszego dnia? Letnia pogoda dawała znaki, a ja siedząc na ławeczce w ogrodzie pałaszowałam słodkiego rogalika.
- Wiesz co Angie? - podniosłam brwi do góry, jakby zaskoczona tak nagłym pytaniem. - Ona jest tu od w sumie półtora dnia, a już powoli nie wytrzymuję! Ah... - usiadła obok pozostawiając ciuchy w przyozdobionej kwiatkami, złotej misce. - Dzisiaj nie dość że zepsuła zamknięcie w wejściu głównym to jeszcze wsunęła moje ciasto, zostawione specjalne dla Violetty. Ale to jeszcze nic, musiałam prać te ubrania z 5 razy, a wiesz dlaczego? - miałam rozchylić usta, ale nawet do tego nie zdążyłam dojść. - To ja ci powiem! Wsypała do kosza jakiś kolorowy proszek, który zostawił na wszystkim ohydne żółte plamy. Dobrze znam historię tej małej... - Olgo czy nie chciałabyś mi uchylić rąbka tajemnicy? - Ale to jest po prostu do niewytrzymania! Posłuchaj kiedyś była z niej...
- Tak, akcje charytatywne! Sama w to nie mogę uwierzyć, ale spokojnie. Nigdzie się nie wybieram! Spoko Germit, zostanę aby rozweselić twoje jakże nudne życie moją osobą. - o wilku mowa! Czy ona musi tak głośno gadać o swoim sprawach?
- Musisz coś znaleźć i odrobić te 72 godziny. Weź to na poważnie. Musisz się za to zabrać. - przysłuchiwałam się tak tej "niesamowicie" ciekawej rozmowie. Mój wzrok od niechcenia przeniósł się na basen. Muszę chyba wybrać się na plażę, oczywiście jak naprawią co trzeba. - Nie chcesz żeby ciebie stąd zabrali? To skup się na tym co możesz zrobić w tej sprawie. - Niestety drugie wyjście też zostało jakby nieprzydatne, German zaczął coś modzić i nie mamy dostępu do świata za bramą. - Nie pomogę ci, bo... Bo mam strasznie dużo pracy...
- Ja z tobą pójdę. - palnęłam bez sensu. Nie pałałam szczególną miłością do niej, ale może gdy choć trochę się zbliżę, będę umiała ją zrozumieć. - Znajdziemy jakiś ośrodek w którym potrzebują wolontariuszy. - dokończyłam dalej gdy ujrzałam zdziwione spojrzenia pana domu i gosposi.
- Em, Angie, możemy porozmawiać. - wtrącił się do rozmowy mój szwagier. Odeszliśmy trochę dalej, w sumie powoli spacerując. - Jesteś pewna że chcesz... - na chwilę jakby się zaciął. - Chcesz się tego podjąć? Wiesz... Nina jest bardzo... Bardzo specyficznym dzieckiem. Ma swoje humorki. Różne pomysły jak widzisz. - skrzyżował ręce na klatce piersiowej patrząc na mnie niepewnym wzrokiem. Sądzi że nie dam sobie rady?
- Sądzisz że nie dam sobie rady? - słowa obijające mi się w głowie przeniosły się do ust.
- Nie po prostu boję się o ciebie, nie chcę aby ci się coś stało. Nie mówię że jest jakaś straszna, ale ma tendencję do robienia naprawdę głupich rzeczy... - możliwe że mi się zdawało, ale w jego głosie było słychać przejęcie. Co miałam odpowiedzieć? "Oh jak miło że się martwisz, bla, bla, bla..."? Czy w ogóle miałam coś odpowiedzieć? Zostawiłam to bez komentarza, patrząc mu w oczy. Nie czułam się niezręcznie w tej sytuacji a milczenie nie sprawiało że czas mi się dłużył. Już chyba zapomniałam co krył w sobie, w tych swoich czekoladowych oczach.
Nad czym się zastanawiasz? Nie zastanawiaj się nad tym! Wyrzuć z głowy ten widok, nie Angeles nie tym razem! Na szczęście ślusarz prędko załatwił sprawę zamka i mogłyśmy wreszcie wyjść.
- Gdzie idziemy? - ciągnęła się za mną ślimaczym krokiem. - Daleko jeszcze? - to jęczenie zaczęło powoli sprawiać że wkraczam w stan poirytowania. Tak, moim kłopotem nie była tylko temperatura, która prażyła moje ciało. Przeszliśmy dopiero 20 metrów a już czuję niecierpliwość ze strony Rawlison. Przynajmniej dowiedziałam się jak ma na nazwisko.
- Nie mów że już wymiękasz. - poukładam sobie taktykę w głowie. - To jest niewielki kawał drogi, bynajmniej dla mnie. Mogłaś mi powiedzieć że chodzenie jest dla ciebie za trudnym zadaniem, wzięłabym taksówkę. - podniosła energicznie głowę do góry. Mój plan chyba zaczyna rozkwitać.
- Ja? Że niby nie dam radę? Co? Ty, ty, ty sobie nie pozwalaj. Że chcesz mi pomóc to spoko, fajnie, super ok. Yhym. Ale nie mów taki słów ogej? Rozumiemy się? - dziękuje, jestem genialna. Ani słowem się już nie odezwała, oczywiście w sprawie gdzie wyruszamy. Próbowałam nawiązać rozmowę ale zignorowała mnie na starcie, twierdząc że takim osobom jak ja nie powiedziałaby nawet jakie owoce lubi. Definitywnie będzie to długa walka. Ona założyła słuchawki do uszu idąc delikatnie z tyłu, mówiąc że woli się przy mnie nie pokazywać. Powinnam zignorować uczucia jakie mi doskwierały słysząc coś takiego. Musiałam czymś zająć głowę, aby przestać się przejmować.
- Martwię się oczywiście, bo jesteśmy rodziną.
- Jasne, wiem. - szepnęłam, tak jakbym jeszcze z nim rozmawiała...
- Jesteśmy! - zawołałam trochę zbyt entuzjastycznie. Mina blondynki mówiła sama za siebie.
- Gdzie ty mnie zaprowadziłaś? Na żywą akcję grobnicy? - wybuchnęła śmiechem.
- Na co? - zagubiłam się w tym slangu. Powinnam chyba o tym coś poczytać. Niedługo nie będę rozumiała Violi.
- Grobnica to takie miejsce gdzie umierają ludzie, wzięło się to z takiego filmu. Widać że jesteś nieco (bardzo) zacofana. Posiedź trochę w internetach bo się nie dogadamy. - prychnęła mierząc mnie wzrokiem. O nie! To mi się akurat nie spodobało...
Jakim cudem? Nie mam pojęcia jak, lecz weszła ze mną do środka z zaciśniętymi zębami. - Super, będę pomagać starym, zgorzkniałym kapciom. Dzięki! Wiesz co, to ja wolę wrócić do Polski. - miała zamiar zrobić krok w tył, a mój refleks na to nie pozwolił. Chwyciłam ja za ramię. - Nie dotykaj. - warknęła niezadowolona z tej sytuacji. Hej! Od jakiś 45 minut próbuję jej pomóc i nic. Też nie za bardzo mi się podoba wizja tego, aby pewna nastolatka co kilka sekund narzekała na mnie.
Wyciągnęłam papiery z torebki wręczając je kobiecie za ladą. Umówiłyśmy sprawę wolontariatu i mogła zaczynać nawet od teraz! Świetnie, gdyby nie to że ona bardziej przejęłaby się tym iż ma za mały level w grze, niż biednym staruszkiem....
Wszystkie instrukcje dostała od Merlina - założyciela domu starców. Ciągle przypatrywałam się Ninie jak reaguje na dyktowane jej polecenia. Byłam zdumiona tym że nawet nic nie skomentowała i nie próbowała pyskować mężczyźnie. Może niezbyt szczęśliwa do tego podeszła, ale zaczęła pierwsze minuty "harówki".
Podoba mi sie! Dawaj laska nexta! <3
OdpowiedzUsuń~Clari
Fajnie piszesz :D szybko sie czyta ;) i ciekawe bardzo. Czekam na next
OdpowiedzUsuń