7/03/2015

Rozdział 2

|Sarenka nas męka|

- Sama nie wiem, jest jakiś dziwny. I te jego oczy. Takie wyłupiaste oczyska jak dwie kamerki notujące co robimy. Ma futro jak dywan w łazience. A poroża jak widły chcące nas zabić i ten nos! Jak wielki guzik. I kopyta jak...
- Żelazko. - wciął się Ramallo. - Którym powinnaś prasować a nie ekscytować się nim. - prychnął. – Niech się pani uspokoi, już zadzwoniliśmy do gminy by coś poradzili na tego zwierzaka. – tak na początek pięknej powieści nie mogę się w nią wczytać, bo jak zwykle prowadzą dyskusję a za chwilę rozpęta się…
- Mógłby się pan nie wtrącać? Ja mówiłam do Angie...
- Nic dziwnego że czyta książkę... – podniósł brwi docinając gosposi.
- Ramallo, czy pan nie ma czasem lepszej roboty od sterczenia tu jak słup telegraficzny? A może ma mi pan coś do powiedzenia, jeśli tak to proszę mówić. No słucham! - Westchnęłam wytężając się aby zrozumieć słowa czytane w myślach. Umykało mi każde zdanie, jakbym nie chciała wcale znać fabuły. Zamknęłam książke błyskawicznie i odstawiłam obok siebie wzdychając. Spojrzałam od niechcenia na taras. Kiedy ta dwójka zdążyła się stąd zwinąć? Uciekli najwyraźniej do kuchni, słychać głuchy łomot blaszki.
- I co się gapisz? - rzuciłam do jelenia siedzącym w ogrodzie. - Pomyliłeś chyba tereny.
- Nie... Sądzę że jestem na swoim. - brwi zostały momentalnie zmarszczone, serce nabrało troszkę adrenaliny, w rezultacie zaczęło szybciej bić. Wstałam oszołomiona tymi słowami.
- On mi odpowiedział... - to było niewiarygodne...
- Angie? - nie mogłam się napatrzeć na gadającego kopytnego przyjaciela. - Angie... - wołał moje imię! To niesamowite! To... Schizę mam jakąś. odkrycie roku! Mój Boże! Jeśli dowiodę że to oto zwierzę gada ludzkim głosem dostanę nobla! Zostanę puszczona w mediach jaka "kobieta z jeleniem", to będzie na skalę światową, ludzie będą o mnie mówić i powtarzać moje nazwisko... To będzie... - Ej, żyjesz? - ktoś potrząsnął mnie za ramię a ja się odwróciłam. - Jaki nobel? - teraz ten ton wydawał się znajomy. To on, a nie pogardziłabym gadającym jelonkiem. Powróciłam chyba na ziemię i zaczęła mnie zalewać znów fala buraczanki. Tak, właśnie tak nazwałam stan "poróbmy z siebie idiotkę". - Znów fantazjujesz? - przymrużył delikatnie oczy z miną jakby wcale nie było to pytanie lecz stwierdzenie. - Najpierw ten ptak, potem sarna… - miał lekko spuchnięte oko po wczorajszej wycieczce, trochę podczerniałe. Mogłoby być gorzej. – Bujasz ciągle w obłokach.
- To jest jeleń. - zwróciłam uwagę, bynajmniej starałam się przybrać poważną pozę. Lecz chyba wyszło mi to nijako. - Niech pan przestanie, każdy z nas jest dzieckiem. Chyba mogę pofantazjować. Pan nigdy tego nie robił?
- Staram się bardziej trzymać ziemi. - zaplótł dumnie te swoje ręce. 
- Drewno... - prychnęłam na jego nadmierną powagę. Podnosząc rozweselone oczy na jego osobę dostrzegłam kwaśną minę. Nim zdążyłam zaczerpnąć powietrza by coś dodać on zrobił to za mnie.
- Co proszę? Sądzi pani że jestem drewnem? Błagam... To że nie co sekundę bujam w obłokach jak pani, to nie znaczy że nie umiem się bawić. Ja przynajmniej wiem gdzie jestem i w jakim świecie żyje, czego pani o sobie nie może powiedzieć.
- Hę? Słucham? No tak, najlepiej się tak wybraniać. Gratuluję dorosłości. Poza tym wolę być taka, niż... Niż... Niż...!
- Niż to jest jeden z układów barycznych. - wymądrzył się a ja poczułam jak brwi mi się marszczą.
- Mądrala się znalazł, błagam cię… W sumie nieważne, nie, nie, nie. Wychodzę, bo już zaczyna mnie pan powoli denerwować.  - prychnęłam. Złapałam za torebkę i miałam zamiar już wychodzić.
- I vice versa! - odwróciłam się do niego chcąc jeszcze dodać coś. - To znaczy...
- Wiem co to znaczy! - oburzyłam się i wyszłam trzaskając za sobą drzwiami. Opuszczając wille Castillo złapałam się za czoło. - Myśli że wie najlepiej, mądrala. Pff. Traktuje mnie jak blondynkę! – Wyjęłam słuchawki i zakładawszy je starałam się zapomnieć. Podróżując po malowniczych uliczkach, zaczęły boleć mnie nogi. Przycupnęłam na samotnej ławeczce. Trochę obdarta. Jakby już wiele za sobą przeżyła. To tutaj pewnie ludzie się rozstawali, kłócili, dzielili szczęście, zaczęli swą przygodę, podejmowali decy...

JEB. 

Znaczy, pewnie by to tak brzmiało. - Auć... Moja głowa... - jęknęłam przytulając policzek do drewna.
- Ty, żyjesz? - słońce zasłoniła postać wielkości nastolatka. Złapała za mój nadgarstek i przyłożyła dwa palce. Nie wiem dlaczego na to pozwoliłam, ten niewyraźny obraz przed oczami jakoś mnie "sparaliżował". - Jest puls, przeżyjesz facetko. - poklepała mnie po policzku i zaczęła się oddalać. Jakby to podziałało na moje oczy, zaczęłam odzyskiwać wyraźny obraz i podniosłam głowę.
- Ej...? - czemu obeszła się ze mną tak... Tak... - Ej! - krzyknęłam za nim... Nią... Ona?
- Kup se klej! - odkrzyknęła poprawiając blond krzywkę.
- SOBIE! – poprawiłam ją. Jakoś kłuje mnie kaleczenie języka. - Kto to był? - szepnęłam i rozmasowując skroń podążyłam za nią. Nie wiem co ludzie by powiedzieli gdyby zobaczyli dorosłą kobietę latającą za dzieckiem. Ale nie obchodziło mnie za bardzo czy ktoś to widzi, jak chowałam się za korami drzew widziałam jak manewruje czarno-białą piłką pomiędzy nogami. Miałam odpuścić bo już widziałam dziwne spojrzenie sprzedawcy jabłek z karmelem... Lecz dotarliśmy do placu zabaw. Było tu dość pusto, nie dziwię się, zarośnięta trawa odstrasza nawet pobliskie psy. Dlaczego nie pójdzie do tego przy ulicy Laventana? Jest tam dużo dzieci i bardziej przyjaźnie.

Obserwowałam ją udając że jestem zainteresowana przekrojem liścia.
- Co ty znowu robisz wariatko? - wzdrygnęłam się natychmiastowo odwracając głowę. - Heeej. - pomachał mi dłonią przed nosem. - Śledzisz dzieci? Myślałam że wydoroślałaś już tego.
- Przestań to brzmi jakbym była Trynkiewiczem. - pacnęłam Pablo w bark żeby się odczepił.
- A ty mnie?
- Co ja ciebie?
- Śledzisz?
- No.
- Ciekawe.
- Wiem.  - ta prosta wymiana zdań sprawiła że po chwili wybuchnęłam śmiechem. Przyjaciel raczej podzielał mój humor. - Przestań uganiać się za nastolatkami, w sumie myślałem że tak kiedyś będziesz robić, ale nie podejrzewałem że za dziewczynkami tylko za Germanem. – czemu gdy do uszu trafi jego imię kąciki ust wracając do neutralnej formy?
- Stop. Nie. Nie mówmy o nim. Już dosyć mi podniósł ciśnienie.
- A i tak poszłaś z nim w ślinę.
- Dobra, to powiem tyle że dziecko ci uciekło. - wyhamowałam przed kolejnym chichotem. Jezu to źle brzmi. Angie przestań chodzić za dziećmi. Mój wzrok przeleciał afroamerykanina i spoczął na jeleniu. TO ON. BOŻE. ON MNIE ŚLEDZI. Ile nas łączy ❤ Po dokładnym oblukaniu jego cielska zauważyłam że się nie rusza mimo że jest wokół ludzi. To tylko atrapa plastikowa. Mimo wszystko po chwili na nim siedziałam a Galindo na drugim obok. - Wracamy do podstawówki?
- Nie denerwuj mnie, dzisiaj pierwszy raz się odprężam.
- Odprężasz się siedząc na twardym plastikowym dla dzieci jeleniu? Angie jakie tabletki stosujesz i czy na pewno w dobrej dawce? 
- Pablo coś ci cieknie z nosa. - zdziwił się i zaczął przecierać palcem to takie coś pod nosem. Taki punkt pod. Podnosie to nazwę. - Mleko chłopcze, mleko. 
- Wiem robię kurs na matkę…

Wracając do willi poczułam zapach domowych rogalików. Tak. Tego zapachu brakowało dzisiejszego dnia, miałam już się wkraść do kuchni gdy z gabinetu wyszedł pan domu... Z jakąś dziewczynką. Gadali o czymś, nie zdołałam wyłapać urywku rozmowy ale zapadła cisza gdy mnie zobaczyli. German widocznie nadal miał urazę do mnie przez dzisiejszy ranek… Omijając jego osobę, ta dziewczynka... Ona mnie powaliła piłką! Nastała ciągnąca jakby się w nieskończoność cisza.
- Angie to jest Nina... - po wypowiedzeniu tych słów jęknął, gdyż nacisk stopy blondynki był widocznie silny. - Możesz przestać? - zacisnął zęby nabierając powietrza. 
- Nie sorry. To ty ujawniasz moje dane jakiejś kobiecie. W ogóle to cześć. Albo nie. Nie boli ciebie czasem głowa? Mocno ciebie walnęło. Śmiesznie to wyglądało gdy nagle tak padłaś. Myślałam że się zaleje. Łzami. Nie myśl sobie że czymś innym. Kontaktujesz? Helloł! Przymulona jesteś. Angie? No Angie... - zalazł ją chyba potok słów a nie łez. Próbowałam ją zrozumieć. Kiepsko mi szło. Może dlatego że nadal myślałam o tym jeleniu. Nie. Nie przejmuj się tym że zrobiłaś z siebie wariatkę. To nie zmienia niczego, zawsze taka byłaś. Tak. Lepiej być sobą niż jakimś nadętym... 
- Auć! - zawyłam z bólu gdy dostałam solidnego kopa.
- Mnie się słucha. Nawet jak się nie chcę. Zapamiętaj sobie. - odeszła dumnie a ja widziałam jak skóra mi czerwienieje gdzieś w okolicach stopy. Usiadłam na kanapie. A zapowiadało się tak smacznie... Chyba jestem głodna.
- Przynieść ci plasterek? 
- Jesteś okropny. - stwierdziłam słysząc jego kpiące słowa. - Jeśli masz ochotę mnie denerwować to sobie daruj, naprawdę nie mam ochoty na twoje złośliwości. - poszedł sobie. Ok. Nie oczekiwałam takiej reakcji, myślałam że coś znów dołoży swe 3 grosze a On po prostu wyszedł. Zdjęłam but i zaczęłam masować spuchniętą kostkę. Nagle inżynier dosiadł się obok i przyłożył lód do obolałego miejsca. 
- Naprawdę sądzisz że jestem taki zły? - to pytanie powinnam zadać sama sobie. Wbił we mnie wzrok czekając na odpowiedź. - Kiedyś coś nas łączyło. - przypomniał jakby umknął mi taki kawał życia z pamięci. Dziękuje, ale tak. Pamiętam. 
- Kim jest ta Nina? - nie wiem co zrozumiał przez zmianę tematu, ale nie pasowało mi wracanie wstecz. Wziął głęboki oddech i przeczesał palcami swój nieład na głowie. 
- Nie chcę się narażać na nią, jeśli będzie chciała sama ci opowie. Co jest prawie niemożliwe ale wolę aby sama jak już, o tym rozmawiała. Mogę powiedzieć tyle że zamieszka tu na jakiś czas. - bliżej nieokreślony tak? Nie mam z tym problemu, ale mam nadzieję że jest spokojniejsza zazwyczaj. Bo niedługo wywierci mi dziurę w nodze. Coś przykuło moją uwagę na balkonie. 
- No nie do wiary! Znowu, jak on się tu w ogóle dostał? - swoimi słodkimi oczkami jakby wpatrywał się we mnie natarczywie. Jakby chciał mi coś powiedzieć. Nie. Stop. Nie zwariuję teraz. 
- Nie chciałabyś czasem z nim porozmawiać? - kącik ust powędrował mu do góry.
- Haha, świetny żarcik. Przestań nimi rzucać. - zmrużyłam oczy w stronę Germana. Nie znikł mu ten banan z twarzy, nawet odwrotnie. Szerzej się uśmiechnął widząc moją minę. Czy naprawdę jestem taka komiczna, gdy przyjmuję powagę?
- Ramallo miał dzwonić już w tej sprawie, boję się tylko że Nina wyjdzie z domu i się na niego napotka.
- Jeszcze może jej coś zrobić… - zauważyłam.

- Bardziej boję się o niego niż o nią...

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bez komentarza.
Nie było mnie tu dość długo. 
Jak czytam teraz 1 rozdział i początek 2 to nie mogę wyrobić z siebie.
Przepraszam za głupie momenty w rozdziałach. 
Słodycze tak działają xd 
Mam nadzieję że choć trochę się spodobał, bo naprawdę nie wiem co z tym. 
Dla mnie to każdy rozdział będzie zły. 
Dobra!
Wiem.
Skomentujcie jak się wam spodobało!
Tak to genialny pomysł :') 
Wyraźcie swą opinię moi drodzy mieszczanie.
Dziękuje.
I do następnego.

Hej! 

♪♫►Nefii◄♫♪

1 komentarz:

  1. MEGAA ROZDZIAŁ. Wspanialy cudowny ekscytujacy itp. Przyjemnie się czytało, nawet bardzo. Mógł by się w ogóle nie kończyć. Historia zapowiada się bardzo ciekawie. Czo ta Nina sobie mysli by naszą Angie po kostkach kopać. A co do jelenia to jak dla mnie mogłabyś go zastąpić różowym jednorozcem. Dodawaj szybko kolejny rozdział. Pozdrawiam ☺

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz daje mi szczęście. :)

Obserwatorzy

Layout by Yassmine