8/18/2014

#1

- Au! Niech pan uważa! Nie jest pan sam na tym peronie! - odparłam do faceta który zahaczył mnie, swoimi kościstymi barkami.
- Nie moja wina że wszechobecna pani się rozkłada na betonie!
- A co ja się rozkraczam tutaj że nie ma pan miejsca na wyminięcie mnie?! - ta podróż mnie wymęczyła. Kilka godzin z babcią Genią, gadającej o jej kocie i wzdętym mężczyźnie który zaczadził nasz przedział. Nic dziwnego że byłam rozdrażniona.
- Gdyby pani się rozkraczała, to bym inaczej panią nazwał. - widząc to obraźliwe słowo wywijające się z jego ust miałam ochotę go trzasnąć w policzek. Powstrzymałam się i odeszłam poirytowana.
Szukanie taksówki też nie było takie łatwe. Zadzwoniłabym do Angelicy, lecz po tym co usłyszałam nie kontaktowałam się już z nią. Zaczęłam ignorować jej próby połączenia i w końcu zmieniłam numer. Może to było chamskie, ale skoro większość i tak już myślała że jestem okropna to co miałam do stracenia? W wschodniej części BA poznałam kogoś. A dokładnie mężczyznę którego darzę uczuciem, przez trzy lata. Na moje szczęście odwzajemnił to i jesteśmy parą. Niestety musiałam go opuścić by pogodzić się z rodziną. Nie mogłam ciągle żyć ze świadomością, że mają mi za złe. Niszczyło mnie to od środka...

W końcu! Wsiadam do wozu i proszę kierowcę aby zawiózł mnie na najbliższy hotel, koło ulicy 'Sueno'...

Reszta to tylko bzdety z rejestracją i pokojem. Nawet nie wypakowałam się tylko od razu podążyłam do willi Castillo. Szłam pewnym krokiem bez zawahań. Ale drzwi... One jakby mnie zmusiły do myślenia. Co powiedzieć? A jeśli mnie wygoni? Albo wyrzuci? Nie będą chcieli mnie znać? Stałam zdrętwiała jakbym stała na urwisku i właśnie miałam wykonać ten krok... Krok w którym miałam przepaść.
- Przepraszam... - słysząc głos za sobą wzdrygnęła się widocznie. Za mną był... O mój Boże, jak wychudł! Okulary? Garnitur? Stracił trochę włosów... - Pani kim jest? - nie wiem dlaczego ale na jego widok uśmiechnęłam się ciepło. Zaraz... Jak to kim jestem?
- Ramallo nie pamiętasz mnie? - pokręcił głową z zmarszczonymi brwiami. Zachichotałam i go uścisnęłam z utęsknieniem. - To ja! A...
- Oo! Wiedziałam! Wiedziałam że ma pan kogoś na boku! - drzwi otworzone i kobieta o kruczoczarnych włosach zaczęła swoją gatkę. Olgita w ogóle się nie zmieniła! Nadal trzymała swoją linię pączka. - Ja rozumiem że ma pan swoje potrzeby i wiem że ja panu nie wystarczam. Ale czy musi pan przyprowadzać te swoje lafiryndy pod dom?! Bezczelność!  - prychnęła i wróciła do środka zdenerwowana.
- Widać że też mnie nie rozpoznała, ale... Ram... - i nagle gule w gardle dały mi czas na myślenie. A jeśli mnie zgani, zacznie prawić kazania i powie jaka to ja jestem egoistyczna? - Chodź. - złapałam go odważnie za rękę i wyprowadziłam z posesji.
- Może mi pani w końcu wyjaśnić o co pani chodzi?
- Jestem Angie, Ramallo! Angie... - mówiłam ściszonym głosem, jakby to była tajna wiadomość mająca zmienić los świata i ludzi. W sumie zawsze chciałam powiedzieć "Luke jestem twoim ojcem".
- Kim? - a ten co Alzheimera ma?
- Angeles Carrera, nie pamiętasz?
- Angeles... To ty! - zapłon szachisty. Brawo Lisandro. - Haha, jak miło Cię widzieć po latach. Zmieniłaś się, wydoroślałaś. - miałam to potraktować jako komplement? Jesteś jeszcze słodsza niż byłaś. - Podrywacz jeden. Zachichotałam i ponownie go przytuliłam, tym razem z odwzajemnieniem. - Skąd się tu znalazłaś? Jak tam się wiedzie? Masz kogoś? Musisz wszystkim się pokazać ucieszą się na twój widok.
- Nie! - zareagowałam natychmiast. Ramallo, jak Ram. Mogę mu zaufać, ale wiem jaki charakterek ma German i wolę nie ryzykować utratą kontaktu z nimi. Gosposia nie można ukrywać, jest gadułą i plotkarą więc pewnie chluśnie o mnie. Został mi tylko On... - Nie mogą się dowiedzieć że to ja. - powiedziałam wzdychając. Jego mina mówiła sama za siebie. - To zbyt skomplikowane, dużo opowiadać. Po prostu boję się ich reakcji. Proszę cię nie mów nikomu, sama im powiem jeśli stwierdzę że będzie moment. Nie chcę robić szoku. - wyznałam i opuściłam wzrok. Zrozum mnie. Spojrzałam ponownie na niego a jego wyraz twarzy mówił że jest trochę zdegustowany tym że chcę kłamać. Ale finalnie złapał mnie za dłonie.
- Dobrze, zrobię to dla ciebie. - odwzajemniłam skurcz mięśni na buzi. - Ale... Jak masz ochotę ich poznać, skoro mają nie wiedzieć kim jesteś?
- Rozumiem że jako twoja kochanka to ja się nie sprawdzam. - zaśmiałam się przypominając sobie minę kobiety. Spojrzał na mnie błagalnie z pół uśmieszkiem a ja przystopowałam. - Może macie jakąś wolną posadę? Księgowa? Niańka? - będę pracować u szwagra... Jestem genialna!
- Coś w podobnie niani, raczej, guwernantka. - jak mus to mus. - Będziesz bliżej Violetty i Lili...
- Lili? Jakiej Lili? A co z Niną?
- Aaa, przecież ty nie wiesz... Nina kazała się nazywać 5 lat temu Lili, bo imię jej nie pasowało. Na początku myśleliśmy że to tylko taki bunt, ale... Nie była jeszcze nastolatką. Ciągnąc to w nieskończoność przyzwyczailiśmy się do... Lili.
- Nie mogliście jej to wybić z głowy? Bardzo uroczo i słodko się nazywa.
- Uważaj, bo jak ją tak nazwiesz to cię skreśli. Nawet nie wiesz jak z tej małej istotki wyłonił się przebiegły potworek o pojemności żołądka 50 na 50. - grymas wystąpił na mojej twarzy. Jak to możliwe? - Ale spokojnie, Violetta jest zrównoważonym aniołkiem wręcz. Jak jej ciocia. - podlizywał się na co mu pozwoliła. Odetchnęłam z tą... Dumą? - Chodź, nie będziemy tu tak stać. Przedstawię Cię jako nową kandydatkę. - może to było szalone, ale nic oprócz rutyny w innym zakątku Pomyślnych Wiatrów mnie nie zaskakiwało. Otworzył drzwi i... Grymas. Znowu On. Jak wojownik ninja odcinał mi linki które podtrzymywały kąciki ust ku górze. Mieszkanie wyglądało tak samo jak... Jak kilka lat temu, tylko jakby... Straciło w sobie życie. Tak tu cicho. Za cicho... Kolory jakby wyblakły...
- Haha, misiaczku! Ty i te twoje poczucie humoru. - usłyszałam pusty głos zbliżający się do nas, ze schodów zeszła jakaś kobitka z... Germanem? Wyprzystojniał skubany. - Oo, Ramllku co to za...? - zacięło ją, jak płytę. W sumie na blacharę wygląda. - Pani? - zacisnęła zęby. Podniosłam brwi zdziwiona jej reakcją.
- To kandydatka na guwernantkę Violi i Lili. - chciałam go poprawić, na szczęście ugryzłam się w język.
- Dzień dobry. - podeszłam wystawiając do niej dłoń. Niechętnie ją uścisnęła a szwagier ucałował nie tracąc ze mną kontaktu wzrokowego. - Jestem Ang... Angie! Angie Carrera. Yhm... Tak! - zaczęłam się plątać w tym kłamstwie szybciej niż sądziłam.
- Rozumiem, może pójdziemy do gabinetu? - zastanawiając się tak dłużej... Dziwnie to brzmi. Przytaknęłam i podążyłam za nim. Usiadłam na przeciwko z drżącą ręką. Trochę się stresowałam. Ale dlaczego? Lisandro zasiadł obok a ja posłałam mu niepewnie spojrzenie. - Więc tak, dlaczego pani zainteresowała się tym stanowiskiem?
- Kasa?
- Mam w tym doświadczenie, poza tym lubię pracować z nastolatkami. - palnęłam tak o.
- Aha... No cóż, nie pozostało mi nic jak wziąć panią na próbę. - szybki jest. - Tylko pytanie czy podejmie się pani tego wyzwania.
- Nie sądzę że może być aż tak źle. Chodzi o N... Lili tak? - zrozumiałam od razu.
- Sama się pani przekona. - westchnął i po chwili po mieszkaniu rozległ się dźwięk stłuczonego szkła. - Raczej, ZARAZ. - wstał nagle i wyszedł a za nim oczywiście ja. - Cholera, Lili! Co ty robisz?! - wydarł się na nią bez ogródek. - Zgłupiałaś dziewczyno?! - zbulwersował się od razu widząc krew płynącą po jej dłoniach i jakiś zbity wazon z bohomazami niebieskimi. - Zejdź mi lepiej z oczu!
- Co się spinasz? Jakiś men ci to dał z skośnymi oczami i nienaturalnie żółtą skórą, jakby miał grzybicę a ty już w płacz lecisz. Stary... A krew to krew. Wyssie się. Nie majtaj, bo Olgitka pewnie nie będzie chciała prać twoich osranych gaci. - tłumiłam w sobie niekontrolowany śmiech aż w końcu pękłam. Mój chichot odbijał się od ścian a ja zasłoniłam dłonią usta. Spojrzał na mnie groźnie i od razu się uciszyłam. Mój humor podzielał jego menedżer. - A co to za blondas? Kolejna twoja kochanka? Niezła, ładniejsza niż tamte. Przynajmniej gdy nadejdzie chwila jej uderzenia w twarz, nie połamię sobie ręki przez tonę pudru. - zamilkłam w środku a moje źrenice na pewno wywaliło w orbitę. - Żartowałam paniusiu, nie patrz się tak bo oślepniesz. Idę coś z tym zrobić. - odparła a ja poszłam za nią proponując pomoc. - Nie potrzebuję, zadbam o siebie. Niech pani sobie nie myśli że przez pomoc, panią zatrudnią, ale pewnie już to zrobił. Jak to On. - zupełnie jej nie poznawałam. Gdyby nie te włosy i to że jest jedyną czternastolatką w tym domu to bym nie uwierzyła. Opłukała dłonie w wodzie i wytarła w ścierkę. - Po kłopocie. - chciała odejść ale ją zatrzymałam.
- A co jeśli wedrze się zakażenie? Masz otwarte rany. Małe ale jednak. Chodź, trzeba to opatrzyć. - nie przeciwstawiała się, a raczej patrzyła na mnie jak na idiotkę. Zaczęłam szukać po szafkach.
- A pani to tak na serio? - podniosła jedną brew. Nie odpowiadając wzięłam bandaż i wodę utlenioną, gdy wsiąkła ona miałam zamiar jej to przetrzeć. - Ejejej! Uważaj sobie z tym! Kobieto nie mam zamiar się męczyć z cholerstwem który szczypie. Won mi z tym. - syknęła jak przerażony wąż, który ma ochotę mnie ukąsić przy próbie bliższego kontaktu.
- To ci pomoże! - łapiąc jej nadgarstek tkanina dotknęła po chwili jej ciała. Ścisnęła zęby i wytrzymała jakoś ten kontakt z wodą. Po chwili macania dotykania jej skaleczonej skóry owinęłam to bandażem silnie. Może trochę przesadziłam ale tak jakoś wyszło, że zamiast prostokąta to wyszła mi cała ręka bez palców i nadgarstek. - Ee... Chyba nie tak. - chciałam odwinąć ale mnie powstrzymała.
- Nie czekaj! Wygląda to nawet fajnie... - stwierdziła i po chwili sama zrobiła drugą dłoń z pewnym uśmieszkiem. - Spoko jest, dzięki. Strzałeczka. - podniosła rękę ku górze chwilowo i zniknęła za drzwiami frontowymi... Niezłe z niej ziółko wyrosło...

_____________________________
Nie ostrzegałam na początku, ale jak widzicie moje rozdziały potrafią zryć .
Yhm .
Jest Nina!
German!
Ram!
Olga!
I Jade!
Na początku pomyślałam że powinnam coś dodać że Violka nie żyje, wpadła pod tira czy coś (nie lubię jej) ale nie będę taka chamska. Niech zostanie.
Obrazków nie dodaję. Lenistwo kuniec i krupka. :)
Oto pierwszy rozdzialik i ... Wyraźcie swe zacne opinie moi kochani!
Czekam na nie z niecierpliwością.
Nie przyzwyczajajcie się tylko. Od razu mówię że rozdziały będą jak będzie mi się chcieć pisać. Więc nie wiem kiedy następny.
Więc zostawiam was z komentarzami i ... Pisojcie! Ile wlezie. A jeśli macie jakieś uwagi że zbyt dziwne rozdziały to też postaram się ogarnąć i pisać... OWOCNIE i takie tam. Bla,bla,bla...
~ Nefii

5 komentarzy:

  1. Zarąbisty rozdział ;D
    Dobry pomysł z tym wpakowaniem Violki pod tira (też jej nie lubię)
    czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział ;33
    Oby 2 nadszedł szybko ;P
    Będę czekać xDD

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurczę, trza było Vajaletkę uśmiercic. XD Rozdział świetny, czekam na kolejny. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. hyhyhyhy pod tira? no weeź XD lubię takie pokręcone rozdziały :3

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz daje mi szczęście. :)

Obserwatorzy

Layout by Yassmine