Tobie moją historię zanim zacznę się skarżyć. A więc to było tak...
- Nina! Złaź z tej kanapy! - mówiłam do niebieskookiej, która łaziła brudnymi butami po sofie. - Ty upierdliwcu! - wzięłam ją na ręce i rozkręciłam dookoła, czterolatka wirowała w powietrzu niczym samolot. Śmiejąc się słodko mówiła jednocześnie swym piskliwym głosem "Dość! Dość!". Zapewne pod wpływem jej głośnego pokrzykiwania do salonu znalazła się sześcioletnia Violetta.
- Ciociu! Ciociu! A ja? - opuszczając młodszą na swoje nogi, mała szatyneczka wkradła mi się również na kolana. Posadziłam je po obu innych stronach. Były kuzynkami a kochały się jak siostry. Uśmiechając się do siebie łobuzersko zaczęły mnie gilgotać. Dzięki ich małym paluszkom na talii zaczęłam z niewyhamowanym śmiechem.
- Nie! Nie! Hahaha... Dziewczynki przestańcie!
- A kto tu tak męczy ciocię Angie? - odpuściły słysząc głos mojej siostry. - Do kuchni, szybko! Wujek Ramallo ma dla was ciasteczka. - i tak oto odczepiły swe mordercze rączki i pobiegły do pomieszczenia obok.
- Jestem Ci wdzięczna. - zachichotałam dodatkowo i zrobiłam Maryi miejsca. - Czemu masz taką dziwną minę? Coś się stało? - byłam już uczulona na jej drobne gesty, na przykład patrzenie w sufit dłużej niż 5 sekund.
- Nic takiego... Ale okazało się że na ostatnią trasę będę musiała wyjechać już jutro. - wiedziałam o czym myśli, miałam jej ochotę przerwać ale się powstrzymałam. - Rozumiesz. Następnego dnia też wyjeżdża Germán i nie mam z kim zostawić dziewczynek... - ten jej wzrok, który błagał o pomoc.
- Będziesz musiała poszukać opiekunki albo zostawić je Oldze, gdyż ja też mam plany. Dobrze o tym wiesz.
- Olgita je kocha, ale ją szybko wymęczą... Wiesz jaka Ona jest. A nowych pań się boją, znaczy Viola, a tym bardziej mężczyzn.
- To nie wiem co zrobisz, ale nie będę Ci w stanie pomóc. Wybacz. Mam też swoje plany... - zaznaczyłam przypominając sobie jak matka wierzyła tylko w zdolności mojej przyrodniej siostry.
- Szkoda... No nic, wszyscy jutro gdzieś wybywają ale damy sobie radę w takim razie. - spojrzała na mnie troskliwie i delikatny uśmieszek malował jej się na twarzy. - Będę za tobą tęsknić kochana... - uścisnęła mnie ciepło a ja to odwzajemniłam szczerze.
- Ja też, ja też... - szepnęłam czując łzy w oczach...
I to może było nasze ostatnie pożegnanie. Następnego dnia już się nie widzieliśmy. Ja z walizkami przytulając matkę usłyszałam z jej ust że jest dumna i nie może się doczekać kiedy wrócę. Buziak. I adios. Witaj uczelnio...
«»«»«»«»«»«»«»«»
Czwarty rok minął tak szybko! Może nie początki ale wreszcie mam za sobą naukę. I mogę kształcić młode umysły chcące wchłonąć muzykę w swoje serce... Na peronie jeszcze zadzwoniłam do Angelicy oznajmiając że wracam. Znów miała ten ochrypły głos, którym obsługiwała się od dawna. Czasem zastanawiałam się czy to nie czasem z powodu mojego wyjazdu.
- (...) Do Maryi nie mogę się dodzwonić, nie wiesz czy czasem nie zmieniła numeru? Haha, pamiętam jak kazała mi nie dzwonić póki nie skończę szkolenia. I patrz, udało mi się przez 1460 dni. - zachichotałam wiedząc że niedługo zobaczę wszystkich. Pewnie się pozmieniali! A najbardziej Vilu i Nina. - Mamo jesteś?
- Angie... Bo ja muszę Ci coś powiedzieć... - zawiało zgrozą. Przemilczałam odpowiedź. - Maryja nie żyje... - wyznała mi a ja stałam jak wryta. Do moich uszu dotarł komunikat że pociąg już się zbliża. - Zginęła w wypadku miesiąc po twoim odjeździe... - zasłoniłam dłonią usta i czułam jak ciężkie kryształy osadzają się na oczach. - Nie chciałam Cię martwić, chciałam abyś skończyła szkołę... - dalej nie słuchałam jej wyjaśnień. Nie miałam sił. Mój ryk rozniósł się po okolicy i nie przeszkadzało mi to że ludzie patrzyli na mnie żałośnie. Moje łganie zagłuszył pisk hamującego pociągu... Niewidzialna ręka ścisnęła moje serce i sprawiło że się rozkruszyło... Nie byłam nawet na pogrzebie. Pomyślałam i nie byłam w stanie spojrzeć im w oczy, opuściłam ich i zapomniałam o siostrze...
Nie...
Nie wrócę....
«»«»«»«»«»«»«»«»
Kolejne 6 lat spędziłam tutaj... Teraz wracam, naprawić wszystko. Jeśli coś się da...
Wróciłam
Czy na zawsze? Wiem tyle że bez pisania się nie obejdzie i nie mogę już ciągnąć życia bez tego.
Więc wróciłam.
Wracam tak jak Angie chce teraz wrócić.
I wiem że nie umiem dotrzymać obietnic które napisałam wcześniej.
Przepraszam was wszystkich za moją nieodpowiedzialność i dziecinność. :(
Trudno, stało się.
Ale wróciłam.
Mam nadzieję że nie zapomnieliście bynajmniej o mnie.
Eh...
A co do prologu.
Taki jakiś. No. Wiecie.
Komentujcie, czytajcie póki macie chęci!
A co do poprzednich rozdziałów to są do waszej dyspozycji.
Możecie czytać, jeśli wam nie szkoda czasów.
Pozdrawiam.
~ Nefii
Volvio Nefii! Prolog świetny, fajnie że jesteś :)
OdpowiedzUsuńO tak!
UsuńDzięki :)
Jeju aż się popłakałam !
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać rozdziału !
Pozdrawiam Laura;**
Serious?
UsuńDzięki? xd :D
Dzięki :)
OdpowiedzUsuń