"Czy to już koniec ?"
Siedziałam na rogu łóżka ciągle myśląc o nim i o dzisiejszym dniu spędzonym z Germanem, "Na początku zapowiadało się tak pięknie, ale cudownie nie może być" Pomyślałam i nagle ktoś zapukał, powiedziałam cicho "proszę" wszedł do mojego pokoju.- O co chodzi ?
- I po co go oddałaś ? Będziesz teraz cierpieć
- To moja decyzja po co się wtrącasz ? - Zapytałam nieuprzejmie
- Nie musisz się złościć, mówię tylko...
- Tak, tak wiem źle zrobiłam że go oddałam i ty masz jak zawsze rację tak ? Bo jesteś panem idealnym.
- Nie, nie jestem idealny, ty lepiej się uspokój bo zaraz zabijesz mnie poduszką ok ?
- A żebyś wiedział - Odpowiedziałam już się lekko uśmiechając.
- Przepraszam, po prostu coś we mnie pękło gdy go oddawałam. - Oparłam głowę na jego ramieniu i dalej gadałam, po dłuższym czasie zamykały mi się oczy i usnęłam...
Nazajutrz obudziłam się w objęciach Germana, był słodki gdy spał... Próbowałam "wyrwać" się z jego rąk nie budząc go przy tym. Zaczęło coś mnie drapać w gardle i kilka razy odkaszlałam sobie
- Emm... Co jest ? Czemu... Jesteś chora ? - Wymamrotał ocierając oczy rękoma.
- Nie wiem, eh... Muszę się czegoś napić - Wybiegłam w stronę kuchni zastałam tam Esmeraldę wraz z Jade.
- Ooo... Angie coś się dzieje ? Chcesz pić - Podały mi kubek z herbatą nie myśląc wypiłam go,
- To jest wrzątek ! - Krzyknęłam, po czym czułam jak moje gardło puchnie.
- Co jest ? - Traciłam głos... Po kilku słowach nie mogłam nic wykrztusić z siebie, nagle do kuchni wparował German.- O co chodzi słyszałem krzyki... - Pokazywałam tylko, na moje gardło ale nic nie zrozumiał więc wyjęłam z szafki długopis, notes i zaczęłam pisać.
"Straciłam głos !
Moje gardło spuchło, nie wiem co robić
Pomóż !"
- Krzywo piszesz na moje oko - Odparł a ja spojrzałam na niego wzrokiem "Ty teraz martwisz się moim pismem ?!"
- Jedziemy do lekarza - Odpowiedział, wychodząc z kuchni zobaczyłam tylko wesoły miny sprawczyń to nie był koniec...
Gdy znajdowaliśmy się w klinice, lekarz potwierdził moje obawy lecz nie wiedziałam że to może aż tak się skończyć...
- Pańska żona, ma dość spuchnięte gardło możliwie że straciła głos... - W tej chwili to nawet my to zauważyliśmy, ale zaraz... Czy on nazwało mnie żoną Germana ?
- Po 1 nie moja żona po 2 czy to coś poważnego ? - Spytał się z troską w głosie.
- Być może na zawsze, przykro mi. - Spojrzałam na mojego byłego szwagra a potem znów na doktora, już miałam zacząć szlochać... Ja ?! ja ?! Przecież jestem nauczycielką śpiewu ?!
- Zadzwonimy jak dowiemy się czegoś więcej może będzie jakiś sposób ale nie daje gwarancji. - Odkąd wyszliśmy z placówki zaczęłam mieć depresję chciałam żeby był to tylko sen... Niestety to ta okrutna rzeczywistość która wpędziła mnie na samo dno.
- Nie martw się będzie dobrze, powiedział że może będzie jakiś sposób żebyś znów mówiła i jak zawsze pięknie śpiewała - Próbował, ale mnie nic nie pocieszało " Jeśli straciłam głos na zawsze, to koniec ze Studiem z uczniami..." Dręczyła mnie ta myśl... Czemu każdy dzień musi zmieniać się w najgorszy koszmar ? W czym zawiniłam ? Gdy weszliśmy do mieszkania od razy poszłam do swojego pokoju i się tam zamknęłam, nie chciałam... Po prostu nie chciałam żeby to wszystko było prawdą...
Wieczorem zeszłam jednak na kolację głód mi dokuczał, gdy zobaczyła mnie Viola momentalnie rzuciła mi się na szyję.
- Angie, tak mi przykro... Ale wyzdrowiejesz ! Wierzę w ciebie - Mówiła moja siostrzenica rozklejając się, wytarłam tylko jej łzy i coraz bardziej tuliłam zaciskając wargi.
- Córciu nie wierzę w to co się stało jak teraz sobie poradzisz ? - Zdołowała mnie tym co powiedziała, i miałam jeszcze przeczucie że to był ten plan o którym mówiła z tymi dwoma wiedźmami.
Zajadałam się przepysznym kurczakiem którego zrobiła Olga, dostrzegłam że dwie sabotażystki ciągle się uśmiechały i chichotały. Zadzwonił telefon Germana...
- Przepraszam - Odszedł od stołu po czym mnie zawołał, kierowałam się do jego gabinetu gdzie był.
- Posłuchaj pan Miller chcę powiedzieć jakąś dobrą nowinę - Włączył głośno mówiący, w pewnej chwili ucieszyłam się w duchu że w końcu coś dobrego się dzieję, ale nie było po mnie tego widać.
- Dobry wieczór chciałbym obwieścić państwu dobrą nowinę, długo na tym siedziałem ale znalazłem jest jeden sposób. - Głowa zaczęłam mi się unosić ku górze że jest jakaś nadzieja.
- Będzie musiała pani przejść bardzo ciężką operacje. - Załamałam się...
Emm... Tak miało być... Czy Angie odzyska głos ? Czy to już koniec ... ?
Sorka że tak późno dodaję pod koniec miesiąca zabierają mi neta ;/ Więc nie wiadomo czy jutro też będą problemy... Przepraszamy z góry.
Hmm...
Zapraszam na 11 rozdział
Nefii
Świetny rozdział!
OdpowiedzUsuńOh,biedny,piękny głos Angie.. :(
Czekam na next!; ))
Kaa.
♫♪♫ Dzięki, z całego serduszka... ♫♪♫
UsuńSuper !
OdpowiedzUsuńBiedulka ....
Czekam na nexta ...
♫♪♫ Dzięki, z całego serduszka... ♫♪♫
UsuńNo trochę opisuje smutnie jej życie ale niedługo wszystko wróci do normy :3
Genialny rozdział oby odzyskała głos a te 2 wiedźmy zjarały się na sianie
OdpowiedzUsuń♫♪♫ Dzięki, z całego serduszka... ♫♪♫
UsuńOby, oby...
Bidulka... Jakie one sa wredne.
OdpowiedzUsuńŻycie :/
UsuńGenialny rozdział, jak zawsze.
OdpowiedzUsuńSzkoda mi naszej biednej Angie.
Ech, oby nic jej nie było.
Czekam na kolejny. ;)
♫♪♫ Dzięki, z całego serduszka... ♫♪♫
UsuńPowiem tylko tyle że później jej życie będzie lepsze ;)